Strona główna Styl życia Czego nauczył mnie mój syn?

Czego nauczył mnie mój syn?

by Marta

Rodzicielstwo jest jak fala tsunami, która zmiata dosłownie wszystko to, co kiedyś było pewnikiem.  Każdy rodzic dobrze wie, jak bardzo zmienia się życie w momencie, gdy na świat przychodzi nasz własny Mały Człowiek… 

Jako mama nie potrafię określić wszystkich kolorów naszego codziennego życia. Czasem jest naprawdę ciężko i zdarzają się momenty, że chciałabym trzasnąć drzwiami i uciec na Zanzibar. A potem następują chwile tak słodkie, że czuję się jak po zjedzeniu kilograma cukru i mam ochotę na więcej. Rodzicielstwo jest jak… Nie ma właściwego porównania, bo to są emocje nie do opisania.

Czasem próbuję przypomnieć sobie życie “sprzed bycia mamą”, ale jakoś nie potrafię. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o jednej,  najważniejszej rzeczy, której nauczył mnie mój syn.

Zdałam sobie z niej sprawę kilka miesięcy temu. Zupełnym przypadkiem. Ale od tamtego dnia, patrzę na świat już zupełnie inaczej. Choć to nie jest odkrycie na miarę nagrody Nobla, to daje mi bardzo dużo otuchy. Szczególnie teraz, gdy walczę z przeciwnościami losu i samą sobą, aby dotrwać do celu, który sobie zamierzyłam.

Drogi Czytelniku, abyś zrozumiał rangę mojego odkrycia, muszę zacząć opowieść od samego początku. Od dnia, w którym zobaczyłam na teście ciążowym dwie, grube i tłuste kreski. Wyobraź sobie strach, który ścisnął moje gardło, jak boa dusiciel. Pomimo mojego ogromnego wyczekiwania na stan błogosławiony, to okropne uczucie przejęło nade mną wówczas kontrolę. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że przez kolejne miesiące poznam jeszcze gorsze stany strachu. Strach o niedonoszenie ciąży, bo bardzo szybko rozpoczęły się wszystkie “symptomy porodowe”… Przez drugą połowę ciąży, właściwie codziennie czułam skurcze i nie miałam nigdy pewności, czy to już dziś, nie rozpocznie się walka o życie mojego dziecka. Nasz Bąbel urodził się jedynie 3 tygodnie przed terminem, co do dziś jawi mi się jako prawdziwy cud.

Poznałam później jeszcze całe spektrum strachu, które na pewno dobrze zna każdy rodzic. Poznałam również ten strach, któremu żadnemu rodzicowi nie życzę, ale to już jest inna opowieść. Drogi Czytelniku, musisz być świadomy, że opowiadam Ci tutaj tylko ten ciemny fragment, bo moja matczyna droga miała oczywiście też i dobre strony, jak pisałam o tym na początku tego wpisu.

Znam każdy centymetr strachu, od jego stóp do głów.

I cóż, nie jestem w tym sama. Całe życie się czegoś boimy, choć dopiero jako rodzice wiemy, jak strach potrafi zamrozić ciało, złapać za gardło. Tylko, że mój syn nauczył mnie prostej rzeczy, jak go przechytrzyć. Najzwyczajniej w świecie, zdałam sobie sprawę, że strach jest… nudny.

Strach jest jednostajny, zawsze tak samo przewidywalny – bez zaskakujących zwrotów akcji i nieoczekiwanych zakończeń. Ten sam, ZAWSZE. Sprawia, że życie wydaje się nijakie, bo zawsze wiesz, jak to się zakończy. Bo cokolwiek wpadnie Ci do głowy, przestajesz to robić, ze strachu właśnie. Poddajesz się, bo uważasz, że nie jesteś zbyt dobra/y, że są lepsi, że nie warto…

Za sprawą mojego syna zdałam sobie sprawę, że całe moje życie się czegoś bałam i zawsze prowadziło mnie to donikąd. To tak bardzo przyziemna część mnie, która za mnie stanowiła. A ja od zawsze miałam piękne plany i marzenia. Własne pomysły i schowaną głęboko kreatywność. Tak samo miałam w kieszeni przywiązany strach, ale on nie jest jedyny w swoim rodzaju. Jest nudny i zupełnie nieoryginalny.

Dziś, nadal strach towarzyszy mojej codzienności. Ale teraz traktuję go jak dobrego przyjaciela. Zrobiłam dla niego więcej miejsca, pozwoliłam oddychać i przestał ściskać moje gardło.

I tak oto, wyruszyłam w swoją nową drogę – ramię w ramię ja, moje marzenia i strach. Cały czas razem, wkraczamy na przerażające, ale i zarazem cudowne nieznane terytorium. Tak bardzo boję się moich planów, a zarazem z ekscytacji i radości chcę mi się tańczyć.

 

Tego własnie nauczył mnie mój syn.

Prawdziwego, spełnionego życia.

TE WPISY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ