Strona główna Styl życia Jak prowadzić firmę z dzieckiem pod pachą i nie zwariować?

Jak prowadzić firmę z dzieckiem pod pachą i nie zwariować?

by Marta

Często pytacie mnie jak ja to robię, że łączę macierzyństwo z prowadzeniem działalności gospodarczej. W tym wpisie opowiem Wam jak ta codzienność wygląda w rzeczywistości i czy faktycznie da się nie zwariować…

Jestem mamą cudownej dwójki: czteroletniego chłopca oraz czteromiesięcznej dziewczynki. Są moimi największymi motorami napędowymi, które nakręcają mnie do działania. Jeśli macie własne dzieci, to na pewno dobrze mnie rozumiecie. Bo przecież każda z nas, gdy zostaje mamą – nagle odczuwa w sobie nieznane pokłady siły i energii. Cudowne uczucie! Ale te słodkie chwile trzeba jakoś łączyć z szarą rzeczywistością, czyli pracą. Jak to zrobić, aby działać z pasją, a zarazem mieć czas dla dzieci?

Początki bywają zazwyczaj trudne…

Gdy byłam w pierwszej ciąży – spodziewałam się, że macierzyństwo będzie znacznie trudniejsze. Ale ten pierwszy rok spędzony z moim synem, wspominam bardzo dobrze! Dysponowałam wówczas urlopem macierzyńskim i mogłam się całkowicie poświęcić “matkowaniu”. Okazało się, że nagle miałam mnóstwo czasu dla siebie i zaczęłam go twórczo wykorzystywać. I stawiałam wtedy pierwsze kroki w blogosferze, fotografii czy makramie (i ile się od tego czasu nauczyłam!).

Fajny to był czas… To właśnie wtedy postanowiłam, że nie wrócę do pracy na etat i słowa sobie danemu – dotrzymałam! Otwierałam firmę, gdy mój syn miał już dwa lata. Zabierałam go często na spotkania z klientami czy też współprace (bo nie miałam innego wyjścia). Gdy skończył 2,5 roku i rozpoczął przygodę z przedszkolem – był to zdecydowanie punkt przełomowy dla mojej firmy, bo nagle dysponowałam w dni robocze, kilkoma godzinami “tylko dla siebie”. W tym czasie mogłam skupić się mocno na swoich działaniach i było to piękne uczucie.

Wiecie co jest najpiękniejsze w prowadzeniu działalności gospodarczej?

Poczucie wolności w organizacji czasu! To, że nikt mi nie mówi, o której mam zaczynać i kończyć pracę. Wszystko jest w moich rękach, a poczucie tej mocy sprawczej tak bardzo napędza do działania. W połączeniu z macierzyństwem – totalnie zaj****** sprawa 😉 Nie musiałam się nikomu tłumaczyć, gdy mój synek się rozchorował i nie szedł do przedszkola. Gdy rano zaspaliśmy – nie musiałam nerwowo wstawać z łóżka i wybiegać z domu bez śniadania.

Możecie być pewni, że to ogromna zaleta własnej firmy! Ale…

Oj, tak… Jest “ALE” i to nie jedno… Co jest trudne w prowadzeniu biznesu?

Bo przecież rzeczywistość nie jest tak różowa, jak mogłoby się wydawać. Prowadzenie firmy, obliguje przedsiębiorcę do mnóstwa zobowiązań. Przyznam się szczerze, że jako osoba, która swoje wcześniejsze zawodowe życie przepracowała na etacie – był to w jakimś sensie, pewnego rodzaju “szok kulturowy”. Po jakimś czasie, gdy opadła ekscytacja od momentu uzyskania własnego nr NIP, przytłoczyło mnie jak dużo trzeba ogarniać…

Przedsiębiorca musi być ekspertem od wszystkiego…

Jako przedsiębiorca, musisz być ekspertem od wszystkiego. Podejmujesz samodzielne decyzje (co naprawdę nie zawsze jest łatwe). Powinieneś mieć w małym palcu mnóstwo przepisów (które się bez przerwy zmieniają). W dodatku, zależy Ci, aby się rozwijać, więc czytasz książki, słuchasz biznesowych podcastów. Dbasz o swoje firmowe social media. Cały czas się uczysz, a przede wszystkim… popełniasz błędy. Mnóstwo błędów! I dopiero z czasem, nabywasz doświadczenie i idzie wszystko ciut łatwiej. A, gdy spotykasz się z osobami, które nadal pracują na etacie – pada na Was dziwny cień, bo jesteście już trochę z innych światów.

Prowadzenie własnego biznesu, to styl życia. Jako przedsiębiorca, KAŻDĄ wolną chwilę wykorzystujesz na pracę i rozwój. Żaden pracownik na etacie nie będzie miał nigdy takiego zapału, ale też i chęci, aby tak całe dnie, tygodnie czy miesiące myśleć, planować i pracować.

Jak pogodzić macierzyństwo z firmą?

Pogodzenie macierzyństwa i pracy to niekończąca się historia łapania równowagi. Bo tak naprawdę, to firma staje się Twoim drugim dzieckiem. Bo pracujesz z taką pasją, że gdy tylko rano otwierasz oczy, z ekscytacją czekasz tylko, aż znów zaczniesz robić to, co kochasz.

Nie spodziewałam się, że odnajdę tyle radości w swojej pracy! Zakładałam firmę, aby spędzać czas z moim synem, ale nie do końca tak się stało… Firma stała się moim drugim dzieckiem, więc musiałam czas dzielić między jedno, a drugie. I mimo, że byłam zabieganą mamą, to uważam, że w jakimś sensie NAJLEPSZĄ! A wiecie dlaczego?

Bo największe bogactwo, to robienie tego, co kochasz…

Bo od dwóch lat czuję w życiu prawdziwe spełnienie! Z niekończącej się marudy i pesymistki, zamieniłam się w osobę uśmiechniętą, pewną siebie i znającą cel, do którego dąży (nie licząc, gorszych dni – przecież każdy je ma 😉). Gdy patrzę wstecz – widzę ogromne zmiany, które zaszły we mnie i w moim życiu. Wraz z firmą, sznurkami i odkryciem pasji, a właściwie gdzieś pomiędzy, zadziała się prawdziwa magia. I moim skromnym zdaniem, mimo, że nie zawsze mam tyle czasu na budowanie Lego, ile chciałby mój syn – nie mam w sobie krzty frustracji.

Myślę, że najlepsza mama to taka, która jest po prostu uśmiechnięta i robi to, co kocha. Czyż można być lepszym przykładem dla swojego dziecka??

Jeśli zabrzmiało górnolotnie, to przepraszam. Ale muszę opowiedzieć Wam coś jeszcze…

Miałam syna, miałam już firmę i wydawało się, że złapałam pełną równowagę, aż tu… no, wiadomo – wiadomość o kolejnej ciąży. Absolutnie zbiła mnie z pantałyku. Gdy mijały kolejne miesiące i wydawało mi się, że sobie spokojnie poradzę, to wtedy nadeszła pandemia… No i gdy udało mi się mniej więcej poukładać i zorganizować pracę, aby przygotować się do porodu, nie zdążyłam się nawet nacieszyć tym stanem. Bo właśnie wtedy trafiłam do szpitala… Poród musiał rozpocząć się szybciej niż planowałam. A, gdy wyszłyśmy z córką wspólnie ze szpitala, to już następnego dnia, byłam zobowiązana zabrać się za papierkową robotę. W tych pierwszych tygodniach od jej narodzin, nastąpił tak ogromny wzrost w mojej firmie, że musiałam powiększyć swój zespół, a mimo to, każdy z nas miał ręce pełne roboty! A w tym wszystkim połóg i ja…

I broń boże nie myślcie, że się Wam skarżę! Mimo zmęczenia, okazało się, że ogarniam starszaka, w międzyczasie karmię córę i jeszcze zdalnie nadzoruję swój sznurkowy magazyn. Podczas karmienia dziecka, można naprawdę dużo spraw załatwić – sama jestem do dziś w szoku 😉 Więc te pierwsze tygodnie minęły w pełnej ekscytacji i pracy. W zespole szybko zorganizowaliśmy się jeszcze lepiej i teraz działamy już w pełni, ale na spokojnych obrotach. Wprowadziliśmy sporo zmian i ulepszeń, aby wszystko przyspieszyć. Dodatkowo, udało nam się przygotować całą masę nowych produktów w Fabryce Sznurka. A w przerwach bez końca tulę te małe nóżki mojej córki lub czytam książki z moim synkiem.

Sama jestem w szoku, jak mi szybko umknęło lato, a zarazem ile zmian zaszło w mojej firmie. Nie mogę wyjść z podziwu, że w sumie życie z dwójką dzieci i firmą jest całkiem spoko do ogarnięcia…

Czy faktycznie jest to możliwe?

No, tak! Piszę Wam prawdę, choć musicie być świadomi, że to kwestia priorytetów. Na przykład ze wstydem przyznam, że mam od kilku miesięcy brudny piekarnik… Dwa dni temu też zauważyłam, że pajęczyny na suficie zaczynają konkurować ilością splotów z moimi makramami 😉 No i żeby nie było – jeszcze nigdy w życiu, nie byłam tak niewyspana!

Gdy dopada mnie takie prawdziwe zmęczenia, to sobie całkowicie odpuszczam (nauczyłam się odpoczywać – co wbrew pozorom, nie jest takie proste, gdy masz dwoje dzieci). I wtedy baterie ładują się szybciutko i znów wracam do gry. Mam w planach jeszcze tyle wspaniałych rzeczy! Jest tyle pięknych makram do wyplecenia, tyle nowości sklepowych do wprowadzenia, tyle filmów DIY do nakręcenia… To jest takie ekscytujące, że sen wydaje się przy tym strasznie nudny…

Bo szczęśliwa mama, to szczęśliwe dzieci…

Więc jak widzicie, można z dzieckiem/dziećmi pod pachą, prowadzić firmę. Właściwie to wszystko jest możliwe, o ile my sami w to uwierzymy.

I taką mamą chcę być – nie muszę być w pełnym makijażu z nienaganną fryzurą i czystym piekarnikiem. Wolę za to tryskać energią do działania i z uśmiechem na twarzy przyjmować kolejne życiowe wyzwania. Chcę pokazać moim dzieciom, że wszystko to, co sobie wymarzą – jest możliwe!

Z tą myślą Was zostawiam i zmykam do moich spraw z uśmiechem na ustach 🙂

TE WPISY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

2 komentarze

Milena 30 października, 2020 - 5:00 am

Piękny wpis. Dziękuję Ci za niego. Sama jestem mamą dwójki dzieci, energicznego 5 latka i sprytnego roczniaka. I zaczęłam ze swoim biznesem, odeszłam z pracy na etacie na rzecz firmy. I powiem ze jest cholernie ciężko bo chłopaki sa strasznie wymagający i na sznurki mam czas tylko wieczorami lub nocą przez to moje założenia ni bardzo mi wychodzą. Jednak staram się nie poddawać i iść dalej 🙂 bo wiem że nie jestem sama. Podziwiam Ciebie i mam nadzieję ze kiedyś uda mi się zajść tak daleko jak Tobie. Pozdrawiam 🙂

Reply
Marta 30 października, 2020 - 8:38 pm

No nikt nie ma takiej siły jak mama z małymi dziećmi!! Także trzymam mocno kciuki za Twoje marzenie :*
Choć są momenty, że naprawdę nie jest lekko… Mi moja praca przynosi ogrom radości, więc mogę pisać o tym lekko. Ale to są lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i czasem naprawdę wylanych łez czy masy niepowodzeń 😉
Muszę kiedyś usiąść i opisać tą ciemną stronę, żeby nie było, że ja tak szczęściem doszłam do własnej firmy 😉
Życzę Ci siły i pamiętaj, że możesz do mnie pisać – bo ja rozumiem te wszystkie troski pracującej mamy…
Wszystkiego dobrego!!! :*

Reply

Skomentuj

17 − four =