Strona główna Styl życia Jak makrama zmieniła moje życie?

Jak makrama zmieniła moje życie?

by Marta

Czy pasja może stać się sposobem na życie? Jaki sekret się kryje w szybkim rozwoju firmy? I czy znak zodiaku ma wpływ na nasze życiowe decyzje? Odpowiedzi na te i inne pytania, znajdziecie w tym wpisie!

Dziś opowiem Wam moją historię. Jest to opowieść, która nie ma szalonych zwrotów akcji, ale zapisany jest w niej klucz do tego, by odnaleźć w życiu szczęście. Bo dziś czuję się kobietą spełnioną i szczęśliwą. Z drugiej strony, moja codzienność jest pełna wyzwań, przeciwności i nie zawsze jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać.

Zacznijmy jednak od początku…

Gdy trzymałam w rękach dyplom i byłam świeżo upieczoną absolwentką Politechniki Gdańskiej, wydawało mi się, że przede mną już nudne i spokojne życie. Kilka dni po ślubie rozpoczęłam pracę w zawodzie. Przez kilka lat pracowałam na stanowisku w laboratoriom, przy dużym zakładzie produkcyjnym. Muszę przyznać, że lubiłam moją pracę.

W międzyczasie, małymi krokami do mojego życia wdarła się choroba. Niedoczynność tarczycy zdążyła zrobić tak duże spustoszenie, że później długimi miesiącami walczyłam o powrót do normalności i dobrego samopoczucia. Było też wyczekiwanie na ciążę, która w związku ze spustoszeniem hormonalnym w moim ciele nie była długo możliwa. Wszystkie te doświadczenia spowodowały, że byłam bardzo zagubiona i smutna.

Naprawdę z żalem wspominam tamten okres swojego życia.

Jednak jeśli lubicie bajki, to wiecie, że po złym czasie, przychodzi ten dobry – pewnego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży… Kolejny etap tej opowieści jest słodko-gorzko, ponieważ ta ciąża nie przebiegała tak, jak powinna. Życie dodało też szczypty soli, w postaci innych kłopotów. Jednak mimo różnych trudności, po raz pierwszy poczułam większy sens tego oczekiwania i zaczęłam przyjmować od życia wszystko z dozą pokory.

Jako świeżo upieczona mama, zachłysnęłam się ogromną miłością. Miłością tak wielką, że tylko matka jest w stanie pojąć ogrom tego uczucia.

I bardzo szybko zrozumiałam jedną, istotną rzecz…

Można w macierzyństwie poświęcić wszystko to, co się ma dla własnego dziecka. Ale uważam, że to bardzo ryzykowne zagranie, ponieważ nie da szczęścia rodzicowi (a tym samym dziecku). Innym wyborem jest dbanie o swoje potrzeby. Bo jeśli rodzic prowadzi szczęśliwe życie, to wtedy ma znacznie większą lekkość w wychowaniu.

I właśnie z tym odkryciem wiąże się powstanie tego bloga. Bloga, którego nikt nie miał czytać!! Jeśli zastanawialiście się kiedyś dlaczego mój blog tak dziwnie się nazywa, to uwierzcie, że nazwa to była kwestia zupełnego przypadku… Założyłam stronę na własne potrzeby i byłam pewna, że nikt tutaj nie będzie zaglądać. Boże, jak ja się myliłam…

Początkowo mój blog nie dotyczył makramy – byłam wówczas na etapie urządzania naszego domu więc pokazywałam tutaj proste pomysły DIY. Nie miałam na pasję wnętrzarską tak naprawdę żadnego budżetu. Nie wiedziałam NIC o prowadzeniu bloga. NIE UMIAŁAM robić zdjęć. NIE WIEDZIAŁAM NIC o prowadzeniu własnego biznesu. NIE ORIENTOWAŁAM się jak prowadzić social media. Dopiero stawiałam pierwsze kroki z techniką makramy. Powiedzieć, że byłam laikiem, to nadal za dużo…

Ale jest jedna rzecz, którą wtedy miałam. Czy chcecie dowiedzieć się jaka?

Miałam marzenie. I wiem! Wiem, że to brzmi tak banalnie… Ale miałam na tamtym etapie życia tylko i wyłącznie marzenie, że moja pasja stanie się też sposobem na życie. Miałam marzenie, aby wychowywać swojego syna w taki sposób, by razem z nim być, widzieć jak dorasta i nie tracić czasu na dojazd do etatowej pracy. Miałam marzenie, by zmienić swoje życie w taki sposób, bym to ja nim zarządzała i była w pełni u steru. Miałam dość zależności od innych ludzi. To ja chciałam wykreować swój świat, w którym moja codzienność jest w pełni przeze mnie sterowana.

Jak jednak to zrobić, gdy zaczyna się od zera?

Szczerze mówiąc to może zabrzmieć niewiarygodnie, ale gdy stawiałam swoje pierwsze kroki ku własnej firmie, naprawdę nie miałam nic. No dobrze – miałam swoje marzenie i byłam uparta. Miałam też przy sobie męża, który jako jedna z najbliższych mi osób nigdy nie zanegował mojego pomysłu, tylko od początku do końca, wspierał. Ale poza tym, naprawdę nie miałam NIC. Ani budżetu, ani dużych możliwości. Siedziałam w domu z malutkim chłopczykiem, daleko od swojej rodziny i dużego miasta. I tak to się zaczęło…

Potem nastały miesiące, aż wreszcie lata gdy żmudnie pracowałam. Małymi kroczkami do przodu. Pojawili się pierwsi klienci na moje makramowe projekty. Rozpoczęłam organizację warsztatów. Powolutku mój blog zaczął rosnąć w siłę. Pojawił się pierwszy występ w telewizji, wywiady we wnętrzarskich magazynach. A później pojawił się pomysł na sklep! Pamiętam, gdy jechałam z mężem i synkiem oglądać po raz pierwszy, maszynę do produkcji sznurka…. Ah! Cały zysk, który uzbierałam ze sprzedaży rękodzieła, targów i warsztatów, zaczęłam lokować we własną, sznurkową markę FABRYKA SZNURKA.

A tak wyglądały początki, czyli moment gdy urządzałam firmę w garażu:

Nie było luksusowych wakacji. Nie kupowałam sobie drogich ubrań czy kosmetyków. Pokój naszego synka urządziliśmy skromnie. Ale dzięki temu, mogłam coraz lepiej inwestować. Początkowo wszystko działo się w naszym domu, potem wynajęłam garaż u sąsiadów, w którym pakowaliśmy pierwsze paczki. Dziś mamy już magazyn o powierzchni ponad 200 metrów kwadratowych i wiem, że to tylko kwestia czasu i czeka nas przeprowadzka na większy metraż!

Nie jestem w stanie zliczyć, ile…

… razy płakałam ze złości, frustracji i zmęczenia. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razu pojawiły się różne przeciwności od losu. Na pewno nie wyobrażałam sobie, ze prowadzenie firmy wiążę się w tym kraju z tak dużą ilością wyzwań. Jednak nie zamieniłabym już tego na nic innego!

Przez ostatnie lata spotkało mnie mnóstwo pięknych momentów! Samo patrzenie jak moja marka się rozwinęła przez ten czas, za każdym razem sprawia, że puchnę z dumy. Z drugiej strony, wiem, że to tylko początek… Przede mną jeszcze mnóstwo pracy! Tylko cały szkopuł, że to mnie cieszy. Praca każdego dnia przynosi mi mnóstwo radości. Moją firmę traktuję jak trzecie dziecko (bo w międzyczasie urodziłam jeszcze córeczkę).

Drogi Czytelniku, Czytelniczko – blog, którego teraz czytasz jest tak naprawdę tylko małym dodatkiem do tego, czym zajmuję się na co dzień. Jestem mamą i właścicielką rozwijającej się firmy. Jestem żoną i marzycielką. Jestem kobietą, która znalazła swój własny sposób na życie.

I Tobie życzę dokładnie tego samego :*

Potrzebujesz jedynie celu, który chcesz osiągnąć i upartości. Ta jedna cecha, jest bardzo ważna, bo bez konsekwencji możesz szybko się poddać, napotykając przeciwności od losu. Jestem zodiakalnym koziorożcem i podobno ludzie urodzeni pod tym znakiem są uparci. Ale czy naprawdę myślisz, że zmiana życia zależy od tego co mamy zapisane w gwiazdach czy jednak od nas samych?

TE WPISY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

4 komentarze

Magda 23 sierpnia, 2021 - 12:02 pm

Jesteś piękna w tym co robisz, w tym co piszesz, w tym co wychodzi spod Twoich rąk! Jesteś żywym dowodem na to, że marzyciele czasami wygrywają;) Gratuluję i życzę powodzenia w dalszym rozwoju

Odpowiedz
Marta 27 sierpnia, 2021 - 8:36 am

Pięknie dziękuję i przesyłam pozdrowienia! 🙂

Odpowiedz
Sylwia 10 sierpnia, 2021 - 7:44 pm

Piękna bajka życiem pisana❤. Gratuluję sukcesu i uporu. Podziwiam, choć mi samej brak takiej siły. Kibicują i wspieram będąc klientem Fabryki Sznurka.

Odpowiedz
Marta 13 sierpnia, 2021 - 5:51 am

Bardzo mi miło! Trzymam kciuki za Twoje marzenia 🙂

Odpowiedz

Skomentuj

trzy × 1 =