Strona główna Makramy 9 błędów początkującego rękodzielnika

9 błędów początkującego rękodzielnika

by Marta

Ten wpis polecam wszystkim początkującym rękodzielniczkom! Mam nadzieję, że uda Wam się uniknąć po jego przeczytaniu pewnych błędów, a zarazem szybciej wzrosnąć w swoich marzeniach o rękodzielniczym biznesie.

Jeśli rękodzieło, w tym makrama – jest dla Was tylko i wyłącznie pasją, ten wpis raczej Was nie zainteresuje. Ale jeśli, choć w najmniejszym stopniu, chciałybyście monetyzować swoją pasję – fajnie, że tu trafiłyście. Bo historia własnego biznesu, to zawsze historia błędów… I to czasem bardzo, ale to bardzo bolesnych.

Czy wiecie, że 80% biznesów pada w przeciągu dwóch pierwszy lat, od ich powstania?!

Własny biznes, a tym bardziej rękodzielniczy – to naprawdę sztuka i uważam, że dla wybranych. Bo praca na etacie, jest przy własnej firmie, niczym bułka z masłem… Decydując się na ten ostatni krok, czyli założenie własnej działalności gospodarczej – musicie być świadomi, że może być momentami trudniej, niż zakładaliście. Na szczęście, momentami 😉

Bo jednak z mojej perspektywy, własna firma przyniosła znacznie więcej pozytywów. Natomiast są takie dni, że chce mi się wyć w poduszkę… Ale to też po prostu, życie ma to do siebie, że nigdy, niczego nie możemy być pewni i wszystko płynie. Być może wpis powinien nosić tytuł “10 błędów początkującego przedsiębiorcy“. Dla mnie rękodzielnik to właściwie synonim właściciela działalności gospodarczej. To osoba, która zdecydowała się podjąć już ten ostatni krok, aby stworzyć własną markę. Pamiętajcie, że podążanie swoją ścieżką, zawsze wiąże się z podejmowanie ryzyka, ale i błędnie podjętymi decyzjami. Nie da się ich uniknąć i wręcz, jako przedsiębiorcy – będziecie/jesteście na te błędy, nieustannie skazani. Mimo wszystko, warto uczyć się od innych. Bo w ten sposób, zawsze będziecie o kolejny krok do przodu.

Błąd 1: wyobrażenia, a rzeczywistość

Mam wrażenie, że wiele osób wyobraża sobie, że prowadząc rękodzielniczy biznes, będzie popijała przez pół dnia kawę, a całe jej życie stanie się sielanką. Bo przecież będzie zarabiać na tym, co kocha tworzyć. I tak w rzeczy samej może być, ale przez znacznie mniej czasu, niż mogłoby się wydawać… Bo prowadząc firmę, trzeba wciąż i wciąż, robić rzeczy, na które ochoty się też nie ma. Które nie sprawiają frajdy.

Rzeczywistość przedsiębiorcy potrafi być żmudna. Pełna nudnych obowiązków i coraz to nowych wymogów. A do tego, dochodzą drażliwe kwestie polityczne… Powiedzmy sobie szczerze – obecna władza nie patrzy na przedsiębiorców przychylnie, a wręcz nazywa nas “bandą prywaciarzy”. Na naszych barkach spoczywa taka ilość opłat, które wciąż i wciąż rosną… Mogłabym wypowiedzieć w tej kwestii znacznie więcej słów, ale nie chcę się denerwować 😉

Zbyt wyimaginowane wyobrażenia o prowadzeniu własnego biznesu, są naprawdę dużym błędem!

Błąd 2: brak biznesplanu

O ile powyżej wymieniony błąd, może wydawać się niektórym wręcz banalny, tak przy tym punkcie – warto się zatrzymać. Bo jeśli planujecie założyć firmę, na pewno macie na nią pomysł. Wasza głowa, może wręcz pękać od nadmiaru inspiracji, energii do działania itd. Ale to zdecydowanie może być za mało, aby osiągnąć sukces….

Mam wrażenie, że to jeden z najbardziej klasycznych błędów w naszej branży – “założę firmę i będę sprzedawać swoje rękodzieło. Oto mój plan! Przecież to musi się udać! Zostanę własnym szefem i będzie pięknie.” I tak może być, ale jeśli nie usiądziecie na spokojnie i nie przygotujecie porządnego biznesplanu – może okazać się, że tylko traficie do smutnej statystyki, którą podałam na początku tego wpisu… A życzę Wam z całego serca, aby tak się nie stało! Jednak musicie wiedzieć, że firma to matematyka. Liczby muszą się zgadzać i muszą dawać dodatnią liczbę. Sama wiara we własne umiejętności, może okazać się zbyt mała, w starciu z brutalnością przedsiębiorczego życia.

Błąd 3: brak wiedzy o rachunkowości

Nawiązując do liczb – często odnoszę wrażenie, że ludzie mają małą wiedzę o prowadzeniu działalności gospodarczej… Zresztą, jak sobie przypomnę lekcje przedsiębiorczości ze szkoły, to aż mnie ściska z żalu. Prawda jest taka, że w naszym kraju nie uczy się poprawnych wzorców i rachunkowości. Zresztą, to ogólny trend w krajach wysoko rozwiniętych, aby znaczną część budżetu, przeznaczyć na dodatki socjalne. A tym samym, odnoszę wrażenie, że te pieniądze często nie trafiają do naprawdę potrzebujących, są jedynie dziko rozdawane. Są w naszym kraju ludzie, którzy uważają, że pieniądze chociażby z programu 500+, pochodzą od rządu…. (pozostawię ten fakt, bez komentarza).

Stos papierów i wytycznych – rzeczywistość przedsiębiorcy

Bardzo często spotkałam się również z takim zjawiskiem, że ludzie pracujący na etacie, nie potrafią nawet odróżnić kwoty netto od brutto. A bez rozumienia takich podstawowych pojęć, nie da się prowadzić własnej firmy. Ja zdecydowanie polecam znalezienie na początku odpowiedniego biura rachunkowego, w którym jest zatrudniona również kadrowa. Dzięki temu, będziecie zawsze mieć możliwość skonsultowania swoich wątpliwości finansowych, a obiecuję, że tych prowadząc firmę – jest sporo. Dodatkowo, decydując się na taką usługę, będziecie na bieżąco informowani o wszelkich zmianach w stawkach i innych formalnościach. Samodzielnie – jest naprawdę trudno się w tym połapać. Tym bardziej, że zmiany zachodzą bardzo dynamicznie.

Decydując się na biuro rachunkowe, musicie wziąć pod uwagę, że co miesiąc wpadnie Wam dodatkowy koszt. Musicie to wkalkulować w swoje tabelki, ale uważam, że totalnie warto!

Błąd 4: brak social media

Bardzo często jest tak, że rękodzielnik z krwi i kości, unika internetu jak ognia. Bo woli się skupić na tworzeniu projektów, a prowadzenie Instagrama, jawi mu się jako koszmar. Po części to rozumiem, aczkolwiek – jeśli prowadzicie biznes, moim zdaniem nie ma przed tym ucieczki. Na pewno nie w dzisiejszych czasach 🙂

Dla chętnych, którzy chcą zgłębić ten temat – polecam jeden z moich poprzednich wpisów, w którym dokładnie opisałam, gdzie warto sprzedawać swoje rękodzieło. I tam temat social mediów, jest bardzo dobrze wyjaśniony.

Błąd 5: kupowanie obserwujących

Co prawda nie spotkałam się osobiście z tym zjawiskiem w branży rękodzielniczej (a przynajmniej nie mówi się o tym za często), natomiast jest to bardzo nagminne zachowanie w świecie blogerów i influencerów. A to też znaczny kawałek mojego świata, również biznesowego.

Kupowanie odbiorców jest tak karygodnym błędem, że właściwie na starcie skreśla Waszą całą pracę… Nie ma prostej i szybkiej metody na nic! Żaden sukces nie przychodzi łatwo! Mówi się, że za pieniądze można kupić wszystko, ale ja się z tym bardzo, ale to bardzo nie zgadzam. Wy nawet nie wiecie, co to za radość dostawać tak dużą ilość wiadomości i maili od swoich czytelników, na które właściwie nigdy nie jestem w stanie odpisać na bieżąco!

Warto zaglądać w statystyki, ale od liczb – ważniejsi są ludzie 🙂

Jeśli chcecie tworzyć swój biznes, musice znaleźć swoich odbiorców/klientów, dając im kreatywne pomysły, dzieląc się wiedzą czy też pokazując rękodzieło stworzone z serca. Kupując odbiorców – nie uzyskacie nic, a jedynie zatracicie się w liczbach. A akurat w przypadku odbiorców Waszych social mediów, to nie statystyki mają znaczenie (wbrew temu, co wielu twierdzi), a jakość Waszych relacji.

Błąd 6: kopiowanie pomysłów

I tu bym chciała napisać to krótko, ale wobec tego, że ten temat ostatnio wzbudza tak ogromne emocje na grupie Pasjonaci Makramy, będę musiała go trochę rozwinąć. Na pewno każdy zgodzi się ze mną, że gdy zamierzacie założyć własną, rękodzielniczą markę i myślicie o prowadzeniu biznesu na poważnie – kopiowanie czyiś pomysłów jest tak bardzo nietrafionym pomysłem, że to w ogóle dziwne, że niektórym przychodzi do głowy.


Sam wątek plagiatu i kopiowania wzorów, poruszę jeszcze w innym wpisie – w którym wyjaśnię dogłębniej co jest plagiatem właśnie, ale też dlaczego to słowo przez wielu jest nadużywane, wręcz histerycznie… Będę też konsultowała treść tego artykułu z prawnikiem, więc polecam Wam za jakiś czas zajrzeć na mój blog. Obiecuję, że będziecie mocno zaskoczeni! 😉


Natomiast wracając do wątku błędów rękodzielnika – ja osobiście uważam, że jeśli naprawdę ktoś kopiuje z pełną premedytacją nasze projekty (mając na myśli premedytację, mówię tu o zamyśle zarobkowym), to najczęściej taka osoba sama sobie wyrządzą krzywdę. Po pierwsze, sprzedając “swój” projekt za grosze (kopiowanie idzie często w parze, z zaniżoną ceną produktu), nie zbuduje w ten sposób własnego biznesu/marki. Poza tym, ktoś taki, traci największą przyjemność i frajdę, jaką może przynieść kreatywne tworzenie. Bo nic, dosłownie nic w mojej pracy nie jest przyjemniejsze, od tego momentu, gdy mogę podziwiać swój skończony projekt, który powstał całkowicie w mojej głowie i zawsze, nie ma nic wspólnego z tym, co miałam w planach. To uczucie uskrzydla i buduje mnie! Ktoś, kto kopiuje, pozbywa się tego i totalnie tak wiele traci…

Ale! Ale jest jeszcze coś – nie dajmy się zwariować! Bo nawiązując do makramy – wzory tutaj nie są opatentowane i to wręcz nieuniknione, że będą się powtarzać. Nie ma też nic złego w tym, jeśli ktoś dopiero się uczy lub też tworzy tylko i wyłącznie na własne potrzeby projekt, który podpatrzył u innego rękodzielnika. I normalne jest to, że wiele makram jest powtarzalnych – tego nie da się uniknąć. Odnoszę wrażenie, że wiele osób przesadza więc, w drugą stronę, gdy widząc podobne prace do swoich, wyzywają ich autora od złodzieja. To tak nie działa w prawie autorskim… (ale o tym bardziej szczegółowo, wkrótce na blogu).

Błąd 7: strach przed konkurencją

To coś, co bardzo mi się nie podobało, gdy zaczynałam swoją przygodę z własną pracownią… Być może, to też wynika z faktu, że jestem z wykształcenia inżynierem i moje zawodowe życie było pełne współprac z męskim światem. Który jest co prawda bardziej plotkarski, niż niektórym mogłoby się wydawać, ale za to bardzo praktyczny i konkretny. Nie ma tu miejsca na utarczki. Czasem rządzi zbyt duża rywalizacja, ale ona często bywa kumplowska. A przynajmniej, to wynika z mojego własnego doświadczenia (być może Wy, widzicie to inaczej). Natomiast gdy zaczęłam mianować się rękodzielnikiem i napotykać na swojej drodze inne dziewczyny z branży, bywałam oniemiała ze zdumienia…

Nie rozumiem dlaczego tak wiele kobiet, broni zajadle swojej wiedzy. Wręcz, traktuje Cię z dziwnym chłodem, bo chcesz przedyskutować jakiś biznesowy temat. Są kobiety z tej samej branży, które traktują Cię jak wroga. Uważają, że konkurencja to najgorsze zło tego świata…

Rywalizacja wcale nie jest dobra… Życie nie jest konkursem 🙂

To na szczęście skrajne przypadki. Poznałam też masę kobiet, które mają zgoła inne podejście i rozumieją, że razem, można osiągnąć więcej. Że z Twoją “konkurencją”, możesz się wręcz przyjaźnić i sobie nawzajem pomagać. Choćby dowodem na to, było Spotkanie Pasjonatów Makramy, podczas którego z dziewczynami nie mogłyśmy się nagadać, a teoretycznie, powinnyśmy się tam rozszarpać 😉 Uważam, że nieszanowanie, ale i niedocenianie własnej konkurencji – jest dużym błędem rękodzielnika. Rynek jest na tyle duży i chłonny, że naprawdę każdy, kto uczciwie podchodzi do tematu i wypracuje własny styl, ma szansę rozwinąć skrzydła, bez podcinania ich innym.

Warto tutaj też dodać kilka słów o marce Dziewczyny od makram, która powstała po to, aby się nawzajem wspierać! Mamy z dziewczynami wspólną wypożyczalnię ślubną i z wieloma z nich, jestem w stałym kontakcie. To naprawdę pomocne, gdy masz z czymś wątpliwości/trudne pytania, a możesz liczyć na swoje koleżanki po fachu! 🙂 Cieszę się, że podobną aurę życzliwości, udało się stworzyć w naszej facebookowej grupie Pasjonaci Makramy!


Kobiety muszę stać się rzeczniczkami nowej ludzkości powstającej z pogodzenia ducha i ciała. Kobiety nie powinny wkupywać się w męską etykę konkurencji, która uważa, że własny triumf opiera się na pokonaniu innych.
W przeciwieństwie do mężczyzn kobiety tradycyjnie rozwijały społeczną postawę, która pozwala cieszyć się sukcesami innych, zamiast widzieć je tylko jako zagrożenie dla własnego sukcesu.

Womanrising Spirit (praca zespołowa pod red. C. Christ, J. Plaskow)

Błąd 8: zbyt wysoki poziom frustracji

Przez okres prowadzenia bloga, ale i własnej pracowni – poznałam na swojej drodze mnóstwo ludzi, pełnych pasji! I jest coś, co wyróżnia ich z szarego tłumu. Człowiek, któremu iskrzą się oczy, który może godzinami opowiadać o swoim hobby, jest niczym zakochany po raz pierwszy nastolatek, pełen motyli w brzuchu. I taka osoba, jest o wiele bardziej odporna, na nudę i szarość dnia codziennego.

Łatwo to zauważyć, stojąc w kolejce do kasy w Biedronce. Większość ludzi, przebiera tam nogami i jest w stanie, wywalczyć siłą swoje miejsce w kolejce. Są ludzie, którzy krzyczą na kasjerkę, że nie naliczyła im odpowiednio rabatu i ma im w tej chwili oddać 50 groszy… Mogłabym takich smutnych sytuacji wyliczyć bez liku. I to jest tak bardzo przygnębiające, że jest tylu smutnych ludzi na tym świecie. Bo jeśli masz coś swojego, swoją pasję i marzenia – to takie sytuacje, jak przepychanki o miejsce do kasy, nie robią na Tobie wrażenia. Nie marnujesz na to czasu, tylko cierpliwie czekasz. Bo masz w swojej głowie tyle inspiracji do działania i cierpliwości, że te kolejne 5 minut Cię nie zbawi.

Frustracja nie przynosi nigdy nic dobrego…

No przynajmniej ja tak mam i to właśnie zmieniło się za sprawą makramy, firmy, bloga, ale i macierzyństwa. Bo kiedyś też byłam takim smutnym człowiekiem, który kłócił się o miejsce w kolejce. Dziś uśmiecham się i wzruszam ramionami. Pożegnałam frustrację, bo to jeden z największych błędów kreatywnego i spokojnego życia.

Błąd 9: nie szukaj guru, tylko ufaj sobie!

Kiedy już zdecydujesz się na zmiany w swoim życiu, w tym i założenie firmy – natrafisz na swojej drodze masę pomocników. Będą Ci służyli radą. Będziesz słuchać podcastów o przedsiębiorczości czy też przeglądać finansowe kanały na YT. Będziesz bez przerwy się dokształcać i uczyć – taki już los każdego właściciela firmy.

Ale pamiętaj, że choć warto słuchać innych, uczyć się na ich błędach – cały czas działaj po swojemu! Bo nie ma jednej ścieżki dla każdego. Nie ma złotej zasady czy reguły, aby osiągnąć sukces. Możesz tylko i wyłącznie pracować i poświęcać każdą wolną chwilę, na rozwój swojej firmy. Życzę Ci, abyś mogła ją rozwijać z przyjemnością, bez frustracji, bez szukania winnych swoich własnych niepowodzeń. A więc ucz się od innych, ale nikogo nie traktuj jak guru – bo tylko Ty sama będziesz kroczyć swoją ścieżką i nikt Cię w tym nie zastąpi.


Rękodzielnik, to dla mnie człowiek pasji, który owszem – zarabia na niej. Ale NIGDY, nigdy nie zapomina o tym, co najważniejsze. O tym, że życie jest krótkie, pełne zakrętów, ale przede wszystkim wspaniałe! Gdy prowadzisz własne życie/firmę, według swojego pomysłu i planów – nic, ale to nic nie jest w stanie Cię zatrzymać. Nie ma tu miejsca na złość, frustrację czy zazdrość. Za to jest miejsce na błędy i porażki, ale bez nich, nie będziesz się rozwijać. Życie na własny rachunek, z własną działalnością – to trudna przygoda, dla ludzi o mocnych nerwach i całkowicie pewnych, co do swoich planów. Nie będzie tu nigdy miejsca na wątpliwości. Czasem możesz pozwolić sobie na chwilę słabości i płacz do poduszki, ale potem podniesiesz się znowu. I tak bez końca – bo prowadząc własną firmę, cały czas gonisz tego króliczka… 🙂

Uff…

Chyba skończyłam myśl przewodnią, którą chciałam Wam przekazać w tym wpisie i mam nadzieję, że uskrzydli Was do rękodzielniczego działania 🙂

TE WPISY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ