Strona główna Makramy Gdzie sprzedawać swoje rękodzieło?

Gdzie sprzedawać swoje rękodzieło?

by Marta

Obiecałam Wam ten wpis jeszcze pod koniec lata, a mamy już pełnię jesieni… Ale jestem pewna, że było warto poczekać! Znajdziecie tu dokładne miejsca w sieci i nie tylko, w których możecie sprzedawać swoje ręcznie tworzone prace.

Mogłabym również wpis zatytułować “gdzie nie sprzedawać swoich prac?“, bo choć wymienię wszystkie znane mi możliwości, nie wszystkie z nich polecam… Ale pomalutku. Zacznijmy od tego, że Wasze zakusy na sprzedaż mogą być bardzo różne. Bo choć dla nas wszystkich, rękodzieło jest źródłem pasji, to już kwestie finansowo-zarobkowo oraz oczekiwania wobec zasobności portfelów naszych klientów, tak bardzo różne.

Być może tworzysz z potrzeby serca i cieszy Cię, gdy ktoś kupi Twój projekt za zwrot kosztów materiałów. A może powoli zaczynasz myśleć o biznesie, ale zupełnie nie wiesz jak wyceniać swoje rękodzieło. Lub też prowadzisz już rękodzielniczy biznes, ale nadal masz trudności z odnalezieniem klientów, którzy zapłacą za Twoje prace odpowiednią kwotę (która zwróci koszty prowadzenia działalności gospodarczej, z zyskiem oczywiście). Jak widzicie – każda z nas może być w innej sytuacji, ale sposobów sprzedaży jest już tylko ograniczona ilość. Z tego względu, w branży dochodzi dość często do starć i sprzeczek. Zresztą, kłopoty z wycenianiem produktów, dotyczą nie tylko branży rękodzielniczej, ale i wielu innych.

Ps. przypominam, ze na blogu rozpisałam się już w temacie: Jak wycenić swoje rękodzieło?

Starałam się przygotować ten wpis w taki sposób, aby każdy – bez względu na rodzaj prowadzonej przez siebie działalności, znalazł coś praktycznego dla siebie. Mam nadzieję, że mi się to udało 🙂

Social media

Przede wszystkim mam tu na myśli Instagram, ale i Facebook. Nie wiem dlaczego, ale ten drugi jest przez wielu traktowany po macoszemu, ale tu nadal jest mnóstwo osób zaangażowanych w to medium! Jeśli tylko i wyłącznie zajmujecie się rękodziełem hobbystycznie, to absolutnie nie musicie czytać tego punktu. Ale gdy zamierzacie, albo na boga – już prowadzicie biznes, a nadal Was nie ma ani w jednym, ani w drugim miejscu… Musicie jak najszybciej to zmienić! Dosłownie w tej chwili!

Dziś biznes bez social mediów, jest niczym sałatka jarzynowa bez majonezu (fuu!)… To Wasza najwyraźniejsza wizytówka tego, czym się zajmujecie. Na ostatnim śniadaniu pasjonatów makramy padło stwierdzenie, że konto na Instagramie jest niczym wystawa sklepowa. I to jest porównanie w punkt! Dlatego też nie pokazujcie tam zdjęć swojego kota, dziecka czy kaktusa (no chyba, że w rękodzielniczym kontekście), ani zdjęć w bikini znad morza. Oczywiście – ja nie mówię tu o kontach prywatnych… Bo tam to możecie nawet dodawać zdjęcia topless (choć z tego co wiem, Instagram nie do końca na to pozwala, a nie wiem właściwie dlaczego – kobiece piersi są przecież piękne!). Mówię tu o rozdzieleniu prywaty od biznesu. I rozumiem, że wiele z Was może to mierzwić… Bo przecież social media to totalnie skomplikowana sprawa, która zabiera czas. Prowadzenie przez nas jakiegokolwiek konta w sieci, wymaga mnóstwo pracy, ale i niekończącej się nauki. Wiem coś o tym…

Instagram, czyli moje oczko w głowie <3
https://www.instagram.com/marheri_crafts/
Ja prowadzę bloga już ponad trzy lata i kosztuje mnie to mnóstwo pracy.

Ale… W moim przypadku 90% klientów, pochodzi właśnie z Instagrama oraz Facebooka. Nie pomyliłam się – 90% klientów zamawia u mnie makramy, właśnie tutaj. Moje konta, to moja wizytówka. Dzięki nim, mam bezpośredni kontakt z odbiorcami. Nie jestem co prawda jakimś wielkim influencerem. Dla przykładu – statystyki mojego Instagrama są całkiem sympatyczne, ale daleko mi do dużego konta. Najśmieszniejsze jest to, że przez ostatnie lata poznałam tajniki social mediów tak bardzo, że mam odpowiednią wiedzę, aby moje konto rosło znacznie szybciej niż teraz. Tylko, że… nie ma takiej potrzeby, bo ja cały czas mam klientów, cały czas dzieje się dużo nowych, blogowych tematów. Więc jak widzicie – nie musicie wcale mieć gigantycznej grupy docelowej. Wystarczy mała, ale zaangażowana.

Ważne jest też, abyście wiedziały, że każde z social mediów, rządzi się swoimi prawami. W inny sposób prowadzi się Instagram, a w inny konto na Facebook’u. Jeśli tylko i wyłącznie duplikujecie tu treści – to Wasz duży błąd. Jeśli chcecie, to mogę przygotować blogowy wpis, który będzie poświęcony tylko i wyłącznie rękodzielniczym social mediom. Bo mam Wam jeszcze dużo do przekazania w tej kwestii 😉

Grupy na Facebooku

Takich grup jest tutaj bez liku! Znajdziecie na Facebooku mnóstwo tematycznych grup sprzedażowych i nie tylko, poświęconych rękodziełu, makramie, szydełkowaniu itd. Zresztą – dobrze wiecie, że sama zarządzam grupą Pasjonaci Makramy. Od początku założyłam, że w mojej grupie będzie obowiązywał zakaz sprzedaży. Jednak w wielu innych miejscach, takich zakazów nie ma. Ba! Są nawet grupy tylko i wyłącznie z postami sprzedażowymi. Jest w czym wybierać, ale…

Jest naprawdę duże ALE – znaczna większość członków takiej grupy, to osoby, które również jak i Ty, zajmują się rękodziełem… Dlatego mnie zadziwia to, że te grupy są tak popularne… Bo przecież wrzucając tam ofertę sprzedaży, macie pewność, że zostanie ona odczytana przede wszystkim przez innych rękodzielników. Szanse, że w takiej grupie znajdziecie klienta, są naprawdę niskie. Jeśli traktujecie sprzedaż hobbystycznie (a do tego oferujecie niską cenę) – grupy będą idealne dla Was. Ale odradzam te miejsca wszystkim, którzy myślą o biznesie na poważnie! Przecież każde dodanie postu w grupie, zabiera Wasz cenny czas. Uważam, że można by go lepiej spożytkować, na budowanie zasięgów swoich własnych social mediów.

Dlatego znacznie lepszym (ale wcale nie idealnym) pomysłem jest promowanie swoich postów w grupach na Facebook’u. Czyli udostępnianie zdjęć czy też filmów, w celu rozszerzenia zasięgów i trafienia do większej grupy docelowej. Ale… znów dochodzimy do ściany! Bo przecież w takich grupach, o których mówimy – mamy zdecydowaną przewagę rękodzielników. Więc jeśli w takiej grupie, wrzucasz post w stylu “zapraszam do polubienia mojej strony” – masz szansę na znalezieniu kilku nowych obserwujących, ale pamiętaj, że istnieje niewielka szansa, że będą to Twoi klienci.

Chciałabym w tym momencie zdementować jeden z największych błędów w sieci – to nieprawda, że im więcej osób polubi Twoją stronę, tym będziesz mieć więcej klientów! Najważniejsze, aby zebrać wokół siebie odpowiednią i ZAANGAŻOWANĄ społeczność! Tak więc zastanów się, czy promowanie swoich rękodzielniczych projektów wraz z “proszeniem o lajki” ma naprawdę sens…. Takim działaniem, nie zbudujesz zaangażowania, a do tego marnujesz swój cenny czas. Musisz zwrócić uwagę na tematykę grupy i zastanowić się, czy to właśnie w niej czekają na Ciebie Twoi klienci.

Podsumowując – polecam grupy sprzedażowe na Facebooku osobom, które traktują rękodzieło hobbystycznie. Jeśli myślisz o biznesie, naprawdę nie marnuj w tych miejscach czasu… Lepiej zostań w grupach, które są kopalnią wiedzy, pomysłów i inspiracji (jak Pasjonaci Makramy rzecz jasna) i skup się na sprzedaży w innych miejscach w sieci.

Olx

Uwielbiam ten portal! Chętnie wystawiam tu przedmioty, których już nie potrzebuję (co ostatnio dzieje się bardzo rzadko, bo dokonuję coraz bardziej rozsądnych wyborów zakupowych), ale i znajduję masę pięknych przedmiotów za grosze. Jednak to by było na tyle… Uważam, że ta strona jest idealna do takiego “domowego zarządzania sprzedażą”. OLX jest po to, aby kupić używaną książkę, sprzedać ubranka dziecka, znaleźć mebel do renowacji itd.

Jeśli tworzysz rękodzieło i chcesz hobbystycznie, dodatkowo na nim zarobić – portal OLX będzie idealny dla Ciebie. Jednak dla osób, które planują działania bardziej biznesowo, to miejsce może być tylko i wyłącznie stratą czasu. Powiedzmy sobie szczerze – na tym portalu im jest taniej, tym lepiej. Ba! Mi się zdarzały sytuacje, że gdy oddawałam dobrej jakości rzeczy ZA DARMO, osoba po drugiej strony ekranu miała pretensje, że musi opłacić wysyłkę…. Wyobrażacie sobie? Bo ja do dziś nie mogę tego zrozumieć. I właśnie tak jest z tym pięknym portalem – pozwala na dużo dobra, na wygrzebanie za grosze fajnych rzeczy. Natomiast znalezienie klienta, na coś bardziej wyrafinowanego (a tym właśnie jest rękodzieło) – może być wyzwaniem stulecia. A jeszcze czekają Was setki wiadomości w stylu “dlaczego tak drogo?” lub “kupię tą makramę, ale za połowę ceny”… No po prostu cycki/ręce opadają 😛

Pamiętajcie też, że wrzucając tutaj oferty sprzedaży, nie macie za bardzo możliwości budowania swojej marki. Więc OLX będzie idealny dla osób, które tworzą rękodzieło po godzinach i będą prze-szczęśliwe, gdy ktoś kupi ich wyrób nawet za grosze. Wiem, że w środowisku rękodzielników, taka postawa jest źle odbierana, ale tutaj nie będę tego oceniać – prawo rynku jest takie, że każdy może sprzedawać po takiej cenie, po jakiej chce… No chyba, że ktoś nagina przepisy i sprzedaje zbyt dużo, bez prowadzenia rachunkowości – urząd skarbowy takich sytuacji nie wybacza.

Allegro

O ile OLX jest portalem dla każdego i nie trzeba tam było posiadać działalności gospodarczej, tak już z Allegro sytuacja wygląda inaczej. Tutaj jest wymagane, a przynajmniej dobrze widziane, aby posiadać firmę. Ten portal ma całkiem przyjemnie skonstruowany system zarządzania i jest naprawdę łatwy w obsłudze. Kolejnym plusem są stosunkowo niskie marże, które Allegro pobiera przy dokonaniu transakcji przez Kupującego. Allegro ma też dużo dodatkowych opcji, które mogą wygenerować większą sprzedaż.

Myślę, że to fajne miejsce do sprzedaży dla biznesu, ale…. zalecam tutaj sprzedaż produktów “powtarzalnych”. Pytanie, czy wyroby rękodzielnicze mogą pasować do tej definicji? Moim zdaniem tak! Polecam Allegro, dla tworzących przykładowo szydełkowe misie, makramowe breloki czy też cokolwiek innego, co łatwo jest po raz kolejny odtworzyć. Myślę, że wtedy ma sens inwestowanie swojego czasu w tworzenie opisów produktów w portalu Allegro. Ta strona działa tak, że im dłużej macie w swojej ofercie te same produkty, tym dla Was lepiej – z czasem rosną szanse na coraz większą liczbę Waszych potencjalnych klientów.

Jeśli jednak tworzycie wyroby różne, a każdy kolejny różni się od poprzedniego – uważam, że Allegro nie jest najlepszym miejscem sprzedażowym dla Was i szkoda tracić tutaj czas. To samo dotyczy osób, które chcą sprzedawać swoje rękodzieło hobbystycznie.

Portale rękodzielnicze

Kiedy ja zaczynałam swoje biznesowe początki, rządziła na rynku jeszcze DaWanda i to właśnie na niej miałam swój pierwszy sklep. Jednak czasy tego niemieckiego portalu przeszły już w niebyt… Dziś mamy Etsy czy też DecoBazaar. Zresztą, takich portali rękodzielniczych jest naprawdę mnóstwo i stosunkowo często dostaję do nich zaproszenia.

To idealne miejsca, jeśli chcecie startować z rękodzielniczym biznesem. Ale musicie mieć już dość duży wyrobów i wypracowany swój styl, bo dla laików, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w rękodziele – nie ma tu miejsca. Na pewno dużym minusem portali, są wysokie marże. Co oznacza, że oferowane tu produkty są drogie. Ale z drugiej strony, tego typu portale dbają, aby był stały i duży przepływ klientów.

Ja jestem w takim momencie swojego biznesu, że uważam wystawianie swoich prac w tego typu miejscach, za stratę czasu. Ale mam już swoje własne sklepy internetowe/blog, więc mogę pozwolić sobie na tak lekceważące szaleństwo 😉

Mimo to, te miejsce są dobre, jeśli nie chcecie inwestować we własne sklepy internetowe. Możecie zacząć tu sprzedaż z niskim nakładem finansowym, bo jednak własne miejsce w sieci, wiąże się z dość dużymi wydatkami.

Marketplace

To w skrócie taki “facebookowy olx”. Wasze oferty są najlepiej widoczne przez Waszych znajomych, jak i sąsiadów z okolicy. Pytanie najważniejsze – czy to Wasza grupa docelowa? Bo moim zdaniem niezbyt… No chyba, że sprzedajecie rękodzieło dla przyjemności 😉

Dla biznesu – nie polecam tego rozwiązania. Pamiętajcie, że każde dodawanie ogłoszenia, to czas. Czas, który w przypadku własnej firmy jest bardzo, ale to bardzo cenny! Nie marnujcie go na głupoty 😀

Sprzedaż poza siecią

W moim przypadku, każdy wyjazd blogowy wiąże się z gimnastyką i ustaleniem harmonogramu opieki nad Młodym. Do dziadków mamy 500 kilometrów, więc czasem nie jest łatwo to ogarnąć… I dlatego też, od początku założyłam, że cały mój biznes będzie działał w sieci. Nie wystawiałam się nigdy na jarmarkach, a w targach biorę udział jedynie jako bloger – nie firma. Dlatego w kwestii sprzedaży poza internetem nie mam akurat doświadczenia, więc to punkt, który nakreślę Wam na podstawie rozmów z innymi rękodzielniczkami.

Możliwości sprzedaży poza internetem jest mnóstwo – możecie zgłosić się z makramowymi kwietnikami do okolicznej kwiaciarni. A z szydełkowymi zabawkami, do kawiarni dla mam i dzieci. Tutaj może Was ograniczać jedynie własna wyobraźnia! Kontakty w branży biznesowej naprawdę na dużo pozwalają, więc warto wyjść ze swojej strefy komfortu i rozmawiać. Myślę, że taka forma sprzedaży, jest dobra i dla Waszej rozwijającej się marki, jak i dla miejsca, w którym będą sprzedawane Wasze piękne wyroby.

Możecie też wystawiać się indywidualnie, na targach oraz jarmarkach.

Na pewno w Waszej okolicy, dzieje się dużo takich eventów! Tylko ważna kwestia jest taka, że jeśli zakładacie zarobek na tego typu wyjazdach, powinniście zainwestować w odpowiedni stół/namiot/targowe stoisko. Musicie wyliczyć sobie wszystkie ZA i PRZECIW, rozważyć kwestie transportu, ustawiania produktów. Bo raczej jeśli decydujecie się na taką formę sprzedaży, warto zostać w niej na dłużej. Takie pojedyncze wystawienie się na jednym jarmarku w roku, nie ma większego sensu… Więc albo rydz lub nic – decyzja zależy od Was. Wiem od osób, które zajmują się tym wręcz zawodowo, że obstawiając co roku te same imprezy, można w jeden weekend zarobić naprawdę sporo.

Jeśli chodzi o osoby, które traktują sprzedaż hobbystycznie, ten punkt raczej odpada 😉

Własna strona internetowa

No i dochodzimy wreszcie do najważniejszej kwestii – jeśli myślicie o biznesie tak totalnie na poważnie, nie uciekniecie przed własną stroną/sklepem internetowym. Ja się bardzo, ale to bardzo cieszę, że rok temu zdecydowałam się otworzyć dwa sklepy: Fabryka SznurkaDziewczyny od makram. Kosztowało mnie to masę pracy, nerwów i też pieniędzy 😉

Ale sklepy są, działają, a przede wszystkim – cały czas rozwijają. Minął już ponad rok, a ja cały czas mam masę planów i punktów do zdziałania! Także zdecydowanie polecam ten krok, ale wiąże się jednak z inwestycją, ponieważ jeden sklep internetowy to koszt przynajmniej 3500 złotych. Do tego dochodzą nam przez cały rok, koszty stałe. Na pewno można założyć sklep za mniejszą kwotę, ale musicie mieć już wtedy doświadczenie lub programistę w rodzinie. Choć akurat z tym ostatnim punktem uważajcie – bo czasem “po znajomości”, może znacznie wydłużyć się czas pracy 😉

Ten krok, polecam już w momencie, gdy Wasza firma działa i ma się dobrze. Nie inwestujcie w stronę/sklep, gdy jesteście na początku drogi… To taki raczej dalszy krok, do którego powinnyście dążyć.


I to chyba byłoby na tyle z podstaw… Strasznie się rozpisałam i mam nadzieję, ze Was nie zanudziłam! Zależało mi bardzo, aby wpis był merytoryczny i jakościowy. Jeszcze na sam koniec, chciałabym rozwiać, jeden z największych mitów w rękodzielniczym biznesie: nie musicie być wszędzie, aby zostać zauważonym! Jak widzicie, opisałam dużo miejsc sprzedaży, ale tylko niektóre z nich polecam… Jeśli myślicie o rękodzielniczym biznesie na poważnie – nie traćcie czasu. On już w naszym życiu jest i tak wystarczająco cenny, więc go szanujmy 🙂

Ps. Mam wrażenie, że mój pogląd na temat miejsc, w których warto sprzedawać, nie jest zbyt popularny… Ale cóż – mam firmę, która zarabia, więc myślę sobie, że jednak mogę mieć w wyżej wymienionych punktach troszkę racji 😉

Ps. Ps. Dajcie koniecznie mi znać, czy wpis okazał się dla Was pomocny!

TE WPISY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Skomentuj

twenty − 16 =