wtorek, 25 kwietnia 2017

Wielka wymiana książkowa



Jako, że kocham czytać, już od dawna praktykuję książkowe wymiany - dzięki temu, mam zawsze coś nowego w swojej domowej biblioteczce. Zazwyczaj to nic innego jak poczta pantoflowa lub oferty z serwisu OLX, jednak tym razem postanowiłam dołączyć do blogowej akcji: Wielka Wymiana Książkowa, w której udział może wziąć każdy! Niestety, jestem trochę spóźnialska, bo trwa już od soboty, ale może jeszcze znajdzie się ktoś chętny i zainteresowany moimi propozycjami. Bo przecież każdy z nas posiada jakieś tytuły, które kurzą się na półce. A więc okazja, aby zyskać nowe pozycje do czytania, a przy okazji poznać innych pasjonatów literatury brzmi kusząco! Jesteście ciekawi szczegółów?

Najważniejsze, że wymieniamy się między sobą, czyli inaczej mówiąc nikt nikomu nie płaci. Każdy z nas pokrywa koszty przesyłki (najlepiej list polecony). Wymiana trwa do 1 maja. Organizatorkami całej akcji jest blog SAVE THE MAGIC MOMENTS oraz EWELINAMIERZWINSKA.PL.



JESTEŚ CZYTELNIKIEM?
Propozycję wymiany podaj w komentarzu. Pamiętaj podać podstawowe dane książek, jak tytuł, autor oraz stan. Zdjęcia są mile widziane. Jeśli moje propozycje to dla Ciebie za mało - możesz skorzystać z LINKOWEGO PARTY, we wpisach organizatorek akcji (podlinkowanych wyżej).

JESTEŚ BLOGEREM/VLOGEREM?
Wszystkie niezbędne informacje do wzięcia udziału w akcji znajdziesz na stronie wydarzenia lub u organizatorek akcji.

ZAKOŃCZENIE
Po udanej wymianie, wszyscy razem udostępniamy zdjęcia książek na fb pamiętając o dodaniu hashtagu #przeczytajipodajdalej3 oraz otagowaniu organizatorek. Ten punkt nie jest warunkiem obowiązkowym.

No to teraz czas na moje propozycje książkowej wymiany! 




1. KWIATY NIE SĄ KONIECZNE Cari Quinn (stan idealny) 
2. SEKS W WIELKIM MIEŚCIE Candace Bushnell (stan idealny)
3. TRZEJ MUSZKIETEROWIE Aleksander Dumas (stan bardzo dobry)
4. POD SŁOŃCEM TOSKANII Frances Mayes (stan bardzo dobry)
5. PANIKA NA POZIOMIE 4 Richard Preston (stan idealny)
6. MASA O PIENIĄDZACH POLSKIEJ MAFII Artur Górski (stan bardzo dobry)
7. KOBIETA NIEZALEŻNA Kamila Rowińska (stan idealny)
8. MOSKALIKI, CZYLI O WYŻSZOŚCI SARMATÓW NAD INSZYMI NACJAMI Joanna Szczęsna (stan idealny)
9. STARE JAK NOWE - INSPIRUJĄCE POMYSŁY NA PRZYTULNY DOM Joanna Tołłoczko (stan idealny)
10. LADYFITNESS CZYLI BĄDŹ W FORMIE Prof. dr Stephan Starischka (stan idealny)



11. PIERWSZY ŚNIEG Jo Nesbo (stan idealny)
12. KONIEC ŚWIATA W BRESLAU Marek Krajewski (stan idealny)
13. BRUDNY HARRY Philip Rock (stan dobry)
14. SKOK W NIEZNANE Danielle Steel (stan dobry)
15. BLONDYNKA ŚPIEWA W UJAKALI Beata Pawlikowska (stan bardzo dobry)
16. WISZNU UMIERA Manil Suri (stan bardzo dobry)
17. SZARY DIABEŁ Graham Masterton (stan bardzo dobry)
18. DOKTOR NO Ian Fleming (stan dobry)
19. KRUCJATA BOURNE'A Robert Ludlum (stan bardzo dobry)
20. ŚMIERĆ W CHINACH Bill Montalbano (stan bardzo dobry)

Przepraszam Was za jakość zdjęć, ale czytnik kart odmówił mi posłuszeństwa, więc musiałam posłużyć się aparatem w telefonie. Natomiast w razie potrzeby chętnie wykonam dodatkowe zdjęcia - po prostu do mnie napisz. Jestem otwarta na wszelkie propozycje książkowej wymiany! 😊


Przy tej okazji, że linkuję Wam dziś ciekawe miejsca w sieci, chciałam podzielić się jeszcze innym moim odkryciem. Zainteresowanym polecam portal dla studentów Erasmusa! To świetne kompendium wiedzy o programie Erasmus+ - znajdziecie tu wszystkie potrzebne dokumenty, daty wyjazdów czy też koszty życia w UE. Dlaczego dzielę się z Wami tym linkiem? Gdy ja kilka lat temu wyjeżdżałam na pół roku do brytyjskiej uczelni, bardzo brakowało mi takiej wiedzy! 😉

0 Czytaj dalej »

niedziela, 23 kwietnia 2017

Było sobie marzenie #10

0


Myślę, że moja – a w zasadzie nasza – historia to doskonały przykład na to, że marzenia się spełniają, a los czasami wynagradza nam cierpienie z nawiązką, której nigdy byśmy się nie spodziewali. I zarazem dowód na to, że warto walczyć, czekać i wierzyć.


Jak wyglądały moje marzenia 5 lat temu? Uff. To chyba najprostsze – bo były bardzo jasno sprecyzowane. Studia, aplikacja, praca, praca i jeszcze raz praca, a gdzieś na końcu tego procesu – własna kancelaria. Gdzieś pomiędzy ślub, dzieci, własny dom. Banał, prawda? Znakomita większość studentów pierwszego roku prawa mniej więcej tak widzi swoją przyszłość.

Na swoje marzenia musiałam niemało pracować. Nie należałam do grupki tzw. bananowych dzieci. Nie należałam też do tych, za którymi stoją rodziny potrafiące zrobić  d o s ł o w n i e  wszystko by spełnić marzenia swoich dzieci. Należałam do zupełnie przeciętnej grupy, na moim roku akurat można by rzec – stanowiącej skrajną mniejszość. Studiowałam, pracowałam w dwóch miejscach – bo jedna praca pozwalała mi opłacić rachunki i tzw. życie, druga czesne, podręczniki, wszystko co związane ze studiami, pozwalając sobie czasem na jakiś ciuch czy odłożenie do puszki. I tak sobie żyłam, nie narzekałam, kroczek po kroczku dreptałam w stronę spełnienia swojego marzenia.

I trach – stało się! Wzięła się dziewczyna zakochała, co istotniejsze – z wzajemnością. Nagle oprócz pracy i studiów – życie zdominowała również miłość i związek. Ależ to banalne, jeszcze bardziej niż te studenckie pragnienia! Nie bardziej jednak banalne niż niedojrzały mężczyzna, który ucieka przed odpowiedzialnością i porzuca rodzinę. A jednak mnie i ten banał spotkał…

Jak wyglądały moje marzenia 2 lata temu? Pragnęłam bardzo – naprawdę bardzo! – potrafić ze spokojem myśleć o tym, co nas czeka. Nas – czyli Małego Człowieka i Mamę. Niezmiennie we dwójkę. Odkopywałam się z dna jakiejś beznadziejnej rozpaczy, która opanowywała mnie co wieczór, gdy ten maleńki chłopczyk zasypiał w swoim łóżeczku. Całe noce siedziałam na kanapie albo leżałam w łóżku i gapiłam się w sufit, nie mogąc zebrać się w sobie by pójść pod prysznic, zrobić sobie herbatę, przebrać się po całym dniu. Wszelka mobilizacja i siła powracała o świcie. Mając na uwadze pobudkę Małego Człowieka w najbliższym czasie, pędziłam do łazienki, później po kawę i czekałam – gotowa! – aż otworzy oczka. Gotowa i na nowo silna. Pragnęłam wtedy by ktoś usiadł obok, gdy zapadał ten straszny wieczór. Pragnęłam móc podzielić się z kimś swoimi wątpliwościami, słabościami, zmartwieniami. Tak bardzo pragnęłam nie musieć kiedyś tłumaczyć własnemu dziecku, dlaczego jego ojciec go zwyczajnie nie chciał.

To dominowało moje obawy o przyszłość. Pracowałam ile sił, ogarniałam w domu, zajmowałam się Małym Człowiekiem z uwagą i miłością za dwoje rodziców. Ale w tym wszystkim bałam się tak naprawdę jednego. Co powiem, gdy zapyta: Mamo, a gdzie jest mój Tata?

Jak wyglądają moje marzenia teraz? Ojej! Dziś jest ich tak wiele! Marzy mi się – marzy nam się! – własny dom, nie jakiś tam wielki ale  w ł a s n y. Marzy nam się drugie dziecko za lat kilka. Marzy nam się niejedna piękna podróż, niejeden mały wielki cel. Marzy mi się by trwało to wiecznie. Co? To co nas spotkało!

Po długich miesiącach wmawiania sobie, że – skoro nas to wszystko spotkało – muszę skupić się tylko i wyłącznie na dobru Małego Człowieka, nastąpiły kolejne miesiące, w których zajęłam się też sobą. Nauczyłam się znajdować chwile dla siebie i zaczęłam odczuwać potrzebę dbania o siebie. Nie tylko w sferze fizycznej. Nauczyłam się mówić o wszystkim, co czuję ( a raczej pisać na blogu ;) ), odnajdować spokój w rozmowach z innymi i ukojenie w czasie, który nieubłaganie mijał. Dałam się namówić przyjacielowi i zdecydowałam o pójściu na randkę. Zdecydowałam w zasadzie w ostatniej chwili bo miałam zamiar odmówić, nawet się nie przygotowałam. Zostałam jednak wręcz zmuszona i w ten oto sposób pędziłam w miętowych trampkach, dżinsach boyfriendach i białym t-shircie, prosto z piaskownicy osiedlowej – na spotkanie z Nim. I wiecie co…? To była jedna z lepszych decyzji mojego życia!

Bo dzisiaj, gdy minie za chwilę rok od tamtego popołudnia i tamtego spotkania – mam wspaniałego partnera, Mały Człowiek ma ukochanego ojca a nasza trójka tworzy zgraną i szczęśliwą rodzinę. Patrząc na nas z boku – nikt nie powiedziałby, że jeszcze rok temu nawzajem się nie znaliśmy. A my w ciągu tegoż roku zdążyliśmy stworzyć dom pełen miłości, powziąć ogromne plany i wspólnie je realizować – krok po kroku, powolutku a finał tej ciężkiej pracy zaskoczy zapewne niejednego. Z kolei przez niespełna dwa lata samodzielnego macierzyństwa zdążyłam się przekwalifikować, stworzyć swój maleńki biznes i odnaleźć się w czymś zupełnie nowym, co ostatecznie okazało się być dla mnie wręcz stworzonym. Czy jestem z siebie dumna? Jestem! Jestem jak cholera!


Warto pragnąć czegoś, co na pozór jest nieosiągalne? Warto! Rok temu tylko pragnęłam, a dzisiaj mam więcej niż bym się kiedykolwiek spodziewała. Warto walczyć? Warto, jeśli w grę wchodzi nasze szczęście! Warto czekać? Warto bo cierpliwość nie tylko uczy pokory ale i pozwala nam doczekać się tego, co na nas czeka gdzieś na końcu drogi, będącej zarazem początkiem nowej. 
__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Ania (właścicielka bloga mama-sama.pl), a jej romantyczna i wspaniała historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE. Jeśli masz ochotę podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń na moim blogu Marheri Crafts - koniecznie daj znać! 😊

Czytaj dalej »

czwartek, 20 kwietnia 2017

Zdjęcia na płótnie DIY

0


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam nieskończenie dużą ilość zdjęć we wnętrzu! Bo to właśnie fotografie najlepiej oddają charakter mieszkańców. I chyba właśnie dlatego mierzwią mnie wnętrzarskie inspiracje pozbawione tych właśnie detali i ramek wypełnionych ukochanymi osobami, które są dla mnie jedną z najpiękniejszych dekoracji. W brzoskwiniowym domu mamy ich całkiem sporo, ale nadszedł czas na dodanie kolejnych, rodzinnych fotografii. Tym razem postanowiłam zrobić je sama! A więc poniższy tutorial DIY to nic innego jak transfer zdjęcia na płótno. Znajomość tej techniki otwiera przed Wami morze możliwości - to idealny pomysł na prezent, od zdjęcia rodzinnego (jak w naszym przypadku) przez obraz znaleziony w odmętach internetu. Tak naprawdę możecie transferować jakąkolwiek wybraną przez siebie grafikę! Jak zwykle ogranicza Was tylko wyobraźnia. A i proszę się tu nie zniechęcać, że nie macie zdolności artystyczno-manualnych! Uwierzcie, ja też nie, ale ten transfer jest tak prosty, że każdy sobie z nim poradzi 😜


Do transferu zdjęcia na płótno użyłam:
- kleju MOD PODGE
- pędzla
- dwóch tablic malarskich o wymiarach 13 x 18 cm (kupione w Empik-u)
- wydrukowanych zdjęć o takich samych wymiarach jak płótna
- nożyczek
- miseczki z wodą


UWAGA: ta technika jest możliwa przy użyciu drukarki laserowej! Domowa drukarka atramentowa niestety odpada. Ale każdy, najbliższy punkt ksero, będzie tutaj pomocny 😉
Należy również pamiętać, że w wyniku transferu otrzymamy lustrzane odbicie zdjęcia, więc jeśli posiadamy przykładowo na nim napis - musimy poprosić o wydruk lustrzany!


KROK 1 - przyciąć zdjęcia do pożądanego wymiaru.

KROK 2 - pomalować płótno klejem MOD PODGE (jak widzicie nie musicie być idealnie 😅).


KROK 3 - delikatnie przyłożyć zdjęcie do kleju i dociskać tak, aby pozbyć się pęcherzyków powietrza (im lepiej przylega fotografia do powierzchni płótna, tym lepiej).


KROK 4 - odczekać przynajmniej 12 godzin do wyschnięcia kleju! A jak mówi Pan w reklamie szynek dojrzewających - "czekanie  jest najtrudniejsze".

KROK 5 - przy użyciu wody, należy delikatnie zwilżyć powierzchnię papieru, a następnie własnymi paluszkami powolutku zdzierać warstwę papieru.


KROK 6 - jak wyżej, ale się nie poddawać, bo wymaga to wszystko odrobiny cierpliwości.


KROK 7 - oczyszczoną z papieru powierzchnię należy polakierować - można użyć do tego zadania kleju MOD PODGE, który jest jednocześnie lakierem.



KROK 8 - cieszyć się efektem swojego pięknego dzieła!


I tak oto nasze zdjęcia zdobią mój odmieniony kącik biurowy, który przeszedł w ostatnich tygodniach metamorfozę (jeśli chcecie poznać szczegóły, zapraszam TUTAJ). Oczywiście, efekt nie jest idealny, ponieważ podczas "ściągania" warstwy papieru zdarzyło mi się również zdrapać delikatnie powierzchnię fotografii. Natomiast takie postarzenie, moim skromnym zdaniem, tylko dodało animuszu całemu projektowi i wygląda całość jeszcze lepiej! 😊Płótna powiesiłam przy użyciu dwustronnych plastrów samoprzylepnych Powerstrips firmy TESA.  I tak oto powstał kolejny projekt DIY na moim blogu i to dobry moment, aby również zaprosić Was do mojej facebookowej grupy MIŁOŚNICY DIY. A tymczasem ja nadal napawam się tą dziką przyjemnością cieszenia oka z kolejnej rzeczy, którą wykonałam samodzielnie 😎 Przy okazji, czy ktoś mi wytłumaczy, jak to się stało, że ta Kruszyna ze zdjęcia urosła w tej chwili do rozmiarów chodzącego Lumpa z zawadiackim uśmiechem i własnym zdaniem? Dzieci rosną zdecydowanie za szybko!

Czytaj dalej »

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wiosenny plakat |do druku|

0


Co roku to samo.... Zima się rozciąga w czasie - człowiek traci nadzieję, marzy o wiośnie, ale ona jest zawsze taka odległa. A potem, przychodzi taki moment, że ona już jest i oszałamia człowieka świeżą zielenią i zapachem kwiatów! Okolice brzoskwiniowego domu są w tej chwili tak bajecznie piękne, że nie jestem w stanie ich opisać. Mój zasób słów jest marny wobec uroku nowej, tak bardzo wyczekanej pory roku. Mieszkamy tutaj od roku, a ja za każdym razem gdy idziemy na spacer, jestem na nowo zakochana w tym miejscu! Spędzamy z Bąblem każdego dnia długie godziny w brzoskwiniowym ogrodzie, obserwujemy wiewiórki oraz kosy, które są stałymi mieszkańcami przydomowego lasu. Chodzimy na południowy stok naszego wzgórza i wspólnie obserwujemy piękny krajobraz, na którego horyzoncie czasem można dostrzec Tatry. Bawimy się w kałuży lub ścigamy na łące. Jako mama nauczyłam się celebrować każdą najdrobniejszą wspólną chwilę! Jestem w tym świetna! A Bąbla uśmiechnięta mina tylko mnie potwierdza w tym fakcie.

Wielkanoc, to święta za którymi właściwie nie przepadam... Zresztą, tak szczerze mówiąc nie traktuję ich jakoś specjalnie poważnie. Nie jestem religijna, więc dla mnie to po prostu wolny weekend, który spędzam w gronie rodzinnym przy smacznym jedzeniu. To też celebracja nadejścia wiosny, bo przecież symbole jajek, czy kurczątek, które pojawiają się w naszych domach, to nic innego jak świętowanie nowego życia. Właśnie dlatego przygotowałam prosty plakat, który możecie wykorzystać np. na swojej tablicy inspiracji. Tak więc celebrujmy ten piękny czas, wspólne posiłki, miłe gesty, ciepłe słowa! Cieszmy się zapachem mokrej trawy i powiewem wiosennego wiatru na twarzy. Może i najbliższe dni nie zapowiadają się ciepłem, to zieleń buchająca za oknem wszystko nam wynagradza! Witaj Wiosno! 🌱🌞🌷
__________________________________________________________________________________________________________________________

Wiosenny plakat - możecie pobrać TUTAJ

Kilka spraw technicznych:
➤ plik jest zapisany w formacie PDF
➤ format plakatu to A4
➤ grafikę możecie spokojnie wydrukować za pomocą domowej drukarki
➤ plakat warto wydrukować na papierze lepszej jakości (np. technicznym)
➤ plik tylko dla własnego użytku, a nie komercyjnego!  

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się linkiem do wpisu i udostępnicie go na swoim Facebooku 😊

Czytaj dalej »

wtorek, 11 kwietnia 2017

Metamorfoza kącika biurowego

0


Dziś pokażę Wam moje centrum dowodzenia i kontaktu ze światem. Miejsce pracy, czyli mój własny kącik biurowy powstawał przez kilka tygodni, ale jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Jak to u mnie bywa w standardzie - rządzi prostota i brak nadmiaru! To właśnie przy tym biurku powstają moje blogowe pomysły oraz wnętrzarskie projekty. Na pewno poznajecie, że pochodzi z IKEI -  to zdecydowanie klasyczny model. Blat jest bardzo duży, a ja lubię taką przestrzeń w miejscu pracy. Można wygodnie rozłożyć się z literaturą, notatkami czy komfortowo rysować projekty. Tą śliczną, miętową lampę kupiłam na wyprzedaży w markecie budowlanym za 99 złotych, co było zdecydowanie dużą okazją. Tablicę inspiracji stworzyłam już kilka miesięcy temu i do dziś tak samo mnie zachwyca jej praktyczność i prostota. W styczniu dużą popularnością cieszył się mój pomysł na organizer na kable, który znajduje się pod biurkiem. Kilka osób pisało do mnie, że występuje ryzyko przegrzania kabli - otóż mam go już kilka miesięcy i nie zaobserwowałam takiego zjawiska. Karton jest duży, a wycięte otwory zapewniają w nim stałą cyrkulację powietrza. Także nadal polecam ten patent dla każdego, kto ma dość walających się kołtunów z kabli. Jakkolwiek reszta elementów na biurku była tu bez ładu i składu. A tak kącik biurowy wyglądał jeszcze miesiąc temu...


Jak widzicie, zmiany były konieczne! Nie ukrywam, ale z dużą przyjemnością zabrałam się za urządzanie tego miejsca (uwielbiam to!):

➤ kochany mąż zamontował w kącie pokoju listwę maskującą tak, aby schować internetowy kabel. Prosta rzecz, ale dużo zmienia!

➤ tablicę inspiracji "przekręciłam" o 90 stopni - chociażby dlatego, że była powieszona zbyt wysoko. A dodatkowo, w nowym położeniu, okazała się być dla mnie bardziej praktyczna.

➤ akcesoria biurkowe, czyli organizer na dokumenty oraz przybornik pomalowałam złotą farbą w spray'u, aby ujednolicić styl. Warto wspomnieć, że pojemnik na długopisy, to nic innego jak dekoracyjna osłona świecznika, kupiona za 5 zł w PEPCO.

➤ odważyłam się na roślinę żywą, która o dziwo, póki co żyje i ma się dobrze! Kiedyś uważałam, że nie mam ręki do kwiatów, ani do dzieci, ale skoro Bąbel ma już 15 miesięcy i jakoś ze mną funkcjonuje, to doszłam do wniosku, że i roślinki mają szansę pod moją opieką. Póki co stawiam pierwsze kroki w roli ogrodnika, więc trzymajcie za mnie kciuki! Mam plan na przyszłość o wiele bardziej zazielenić ten kącik 😊

➤ dodałam do aranżacji nasze zdjęcia na płótnie, piękny plakat w złotej ramie z roślinnym motywem (znaleziony w sieci, do samodzielnego wydruku) oraz moją listę zadań, którą również możecie wydrukować (znajdziecie ją TUTAJ).

➤ dodatkowo wykorzystałam piękny, a zarazem prosty kalendarz, który powiesiłam za pomocą wieszaka (kupionego w IKEI za 3 złote). Prosty i tani patent, który polecam, bo naprawdę wygląda efektownie!

➤ no i na samym końcu - mój wymarzony i absolutnie designersko/zjawiskowy mebel, czyli krzesło transparentne! Poprzednie siedzisko bardzo denerwowało mnie swoją szpetotą, a do tego było niewygodne. A teraz czuję się dosłownie jak królowa! To nowoczesne krzesło zamówiłam w sklepie Bogate Wnętrza. Gdy kurier dostarczył paczkę i mąż pomagał mi w montażu, to widziałam jego minę, w stylu: "co ta moja żona sobie wymyśliła" oraz "przecież ten mebel jest tak bardzo niepraktyczny". Otóż po kilku tygodniach testowania tego mebla, mogę powiedzieć "SZACH MAT, mężu!" - bo to krzesło nie dość, że piękne (w moim odczuciu przynajmniej - każdy ma inny gust :P), to tak samo wygodne! 









Naprawdę, przyjemnie mi się tworzy w tym moim biurowym kąciku. Powstało miejsce schludne i proste, a ja właśnie najlepiej inspiruję się przy braku zbędnych bodźców! Zwróćcie uwagę, że nie licząc wypasionego krzesła, które jest takim diamencikiem całej metamorfozy, wykorzystałam same proste patenty, w stylu DIY - dzięki temu koszt całego przedsięwzięcia był minimalny. A jednak efekt zmian jest znaczny! I to jest właśnie to, co najbardziej cenię w wystroju wnętrz. Skoro pochwaliłam się miejscem, w którym powstają blogowe wpisy, teraz mogę z ręką na sercu powiedzieć: "jestem blogerę!" 😄

Czytaj dalej »

piątek, 7 kwietnia 2017

5 tricków ułatwiających sen dziecka

0


Dziś będzie o matczynych trickach, którymi chętnie się podzielę, bo naprawdę działają, a przynajmniej w naszym przypadku! Macierzyństwo kiedyś kojarzyło mi się z ogromnym zmęczeniem i niewyspaniem. Cóż, może i pierwsze tygodnie po porodzie takie rzeczywiście były, ale już dawno o tym zapomniałam... Bąbel od początku rozpieszczał nas dużą ilością snu nocnego. Gdy kończył dwa miesiące, spał prawie 7 godzin i tylko problemy żywieniowe sprawiły, że musieliśmy go budzić na karmienie o wiele wcześniej, co niestety wybiło jego piękny, naturalny cykl. Dziś się pukam w czoło, że słuchałam lekarzy w tej kwestii, bo to była jednak głupota... Jakkolwiek, nasz syn bardzo szybko przesypiał spokojnie całe noce! Wiele osób nie wierzyło mi i przecierało oczy ze zdumienia, jakby to było niemożliwe... Ba! Znam więcej takich przypadków jak my, nie jesteśmy w tym względzie szczególnie wyjątkowi. 

Ale najcudowniejszą sprawą jest to, że właściwie od roku Bąbel każdego wieczoru idzie spać o godzinie 19, a kolejny dzień zaczyna przed 8 rano lub nawet później! Oczywiście, zdarzają się wyjątki od reguły, ale mimo wszystko nasz standard właśnie tak wygląda. I jest to co najmniej wspaniałe i codziennie napawam się spokojnymi wieczorami! A zasypianie wygląda tak, że po całym kąpielowym rytualne i butli z ciepłym mlekiem - zanoszę Bąbla do jego pokoju, daję mu buziaka, przykrywam kocykiem i... wychodzę z pokoju, a on zasypia sam. Dla mnie jest to absolutnie normalna sytuacja, ale wielokrotnie widziałam jak ludzie reagowali szokiem - no bo jak to możliwe, że tak małe dziecko zasypia samo... No cóż, możliwe! Dziś podzielę się moją wiedzą i technikami, ale nie będę ukrywać, że w gdzieś tam w odmętach podświadomości czuję, że taki stan niekoniecznie jest możliwy u każdego malucha. Mogę się mądrzyć, że to moja zasługa, ale powiedzmy sobie szczerze - trafił mi się po prostu model idealny, miałam szczęście! Bąbel od początku mocno współpracował z nami w kwestii spania. Mimo wszystko, być może poniższe tricki, przydadzą się innej mamie 😊

- RYTUAŁY
Na pewno o nich słyszeliście, prawda? Mogę potwierdzić, że rytuały naprawdę działają! Każda rodzina ma swój styl życia, więc to bardzo indywidualna sprawa. Natomiast, bez znaczenia jest jak żyjemy na co dzień i jakie są nasze domowe reguły, tak powtarzanie codziennie tych samych czynności u malucha zdziała cuda. Nadaje dziecku przede wszystkim duże poczucie bezpieczeństwa. Jakkolwiek, jeśli zdarzy się dzień odstępstwa, to też żadnej tragedii nie będzie. Nie chodzi tutaj o reżim, bo tych już jest wystarczająco zbyt dużo na naszym świecie. U nas wieczorna kąpiel i butla ciepłego mleka to postludium każdego dnia, po którym Bąbel odpływa w objęcia Morfeusza.

- MIŚ "SZUMIŚ"
Fajny gadżet, który emituje biały szum i pomaga noworodkom wyciszyć się oraz spokojnie zasnąć. Maluszki kojarzą taki dźwięk z pobytem w brzuchu mamy, czyli z ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa. My dostaliśmy misia w prezencie i stosowaliśmy przez kilka pierwszych miesięcy życia naszego syna. Później, to była kwestia bardziej mojego przyzwyczajenia i pewien rytuał. Dziś nadal pełni formę przytulanki w łóżeczku Bąbla. Jakkolwiek, chodź gadżet wypasiony, można by było spokojnie obyć się bez niego, natomiast w formie prezentu jest idealny! 

- KOŁYSANKA
Popularne są wszelkiego rodzaju karuzele, ale mnie osobiście drażnią te słodkie muzyczki... Tym bardziej nie chciałam przyzwyczajać Bąbla do takiego gadżetu, ponieważ ze względu na częste podróże, nie wyobrażałam sobie, aby za każdym razem zabierać ze sobą karuzelę do łóżeczka. W dziecięcych gadżetach staram się być minimalistką, bo tak po prostu jest wygodniej! Ale muzyka łagodzi obyczaje, więc znalazłam inne rozwiązanie. Bąbel od swoich pierwszych dni życia zasypiał przy piosence Korteza - "Dla mamy". Zresztą, był przyzwyczajony do niej już od swojego pobytu w brzuchu. Ten utwór jest genialny i za każdym razem wzrusza mnie tak samo silnie! A najważniejsze, że powtarzany kilkukrotnie - nie drażni, jak wyżej wspomniane kołysanki właśnie. I tym sposobem, gdziekolwiek byliśmy, włączona kołysanka w telefonie, działała jak włącznik trybu snu u Bąbla. Ba! W kryzysowych sytuacjach, działa do dziś!


- PIELUCHA/PODUSZKA/PRZYTULANKA
Mam wrażenie, że na każde dziecko działa coś innego, ale zawsze jest jeden, prywatny "uspokajacz". W przypadku Bąbla jest to pieluszka, ale znam dzieci, które muszą spać z ukochaną przytulanką lub poduszką. Nie ma to znaczenia, najważniejsze jest uszanowanie wyboru dziecka. Potem działa jakiś rodzaj magii, że ukochany przytulak położony przy maluchu (dotyczy raczej starszych dzieci) wprowadza w bezpieczny stan nirwany. Przynajmniej w naszym przypadku działa! 

- LAMPKA LED
Dla mnie to świetny gadżet! Nie dość, że uatrakcyjni pokój każdego malucha, to przede wszystkim ułatwia zasypianie oraz oswaja dziecko z ciemnością. Mogę Wam szczerze polecić sklep Bogate Wnętrza, w którym m.in. kupicie śliczne lampki LED na baterie. Są bezprzewodowe, więc i bardzo wygodne. Światło LED jest delikatne, więc rozjaśniając pokój, jednocześnie pozwala maluszkowi spokojnie zasnąć. Szczerze polecam, bo gdy Bąbel zasypia, wieczorami z przyjemnością zaglądam nad jego łóżeczko i poprawiam kołderkę. Myślę, że to moja ulubiona macierzyńska powinność! A widok śpiącego malucha jest jednym z najpiękniejszych jakie widziałam 💗


Czekam w komentarzach na inne, znane Wam - skuteczne tricki na usypianie. Niekoniecznie muszą dotyczyć dzieci. Może znacie jakieś sprytne metody na usypianie małżonka? 😄

Czytaj dalej »

wtorek, 4 kwietnia 2017

9 wielkanocnych dekoracji DIY

0


Czy ktoś mi wytłumaczy jak to się dzieje, że dopiero co, szykowaliśmy się w jesienno-zimowej aurze do świąt Bożego Narodzenia, a tu już zbliża się Wielkanoc? Poprosiłam dziewięć dziewczyn o udostępnienie ich wielkanocnych pomysłów DIY na dekoracje. Tym samym powstał inspirujący zbiór i jestem przekonana, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. A tymczasem za oknem 20 stopni Celsjusza w cieniu... Zieleń dosłownie rozbłyska w naszym ogrodzie, a wieczorami siadam na progu naszego domu z kubkiem herbaty i wsłuchuję się w magiczne trele kosów, które zawzięcie i romantycznie ze sobą flirtują. Pani wiosno - witaj! A Wy, pozwólcie się zainspirować!


Jaja z tatuażem
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ


szary obrus

Pomysł DIY oraz zdjęcia są autorstwa Ani z bloga Anicja's White Space


Królicze uszy
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ

wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg

Pomysł DIY oraz zdjęcie jest autorstwa Oli z bloga O Zebrze


Nakrapiane jajka
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ



Pomysł DIY oraz zdjęcie jest autorstwa Natalii z bloga Zróbtosama.pl


Zajączek z papieru
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ

Zajączek z papieru - wielkanocne DIY


Pomysł DIY oraz zdjęcie jest autorstwa Magdy z bloga Polenka


Pastelowe, uszate pudełka
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ

pudełka na Wielkanoc

wielkanocne-pudelka-zajace-mavelo

Pomysł DIY oraz zdjęcia są autorstwa Weroniki z bloga Mavelo


Szybki stroik wielkanocny
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ

wielkanoc3

Pomysł DIY oraz zdjęcie jest autorstwa Magdy z bloga U Mamusi Muminka




Wielkanocne kartki
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ





Pomysł DIY oraz zdjęcia są autorstwa Marty z bloga Bosy Dom


Filcowe ocieplacze na jajka
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ


Pomysł DIY oraz zdjęcie jest autorstwa Gosi z bloga Mini Filcuś


I gratis: Wielkanoc Hipstera
Instrukcja wykonania krok po kroku znajduje się TUTAJ




Pomysł DIY oraz zdjęcia są autorstwa Marty z bloga Hoo Hoo Things


Ps. Koniecznie dajcie znać, który wielkanocny pomysł na dekorację najbardziej Wam się spodobał! 😉

Czytaj dalej »

niedziela, 2 kwietnia 2017

Było sobie marzenie #9

0


Od kiedy pamiętam zawsze ciągnęło mnie do pisania. Albo pisanie ciągnęło do mnie, bo gdy to się zaczęło, to nie za bardzo umiałam w pełni obsługiwać słowa i tworzyć z nich zdania :) Zatopiłam się w świecie książek i zamiast eksplorować świat za oknem, wolałam zwiedzać kolejne kartki moich ulubionych lektur. Z czasem, wymarzyłam sobie stworzenie własnej książki - oczywiście nie byle jakiej, ale takiej, która zmieni świat i sprawi, że ludzie staną się lepsi. Byłam dość nieśmiałym dzieckiem, więc moje stronienie od ludzi tym bardziej pchało mnie w ramiona bibliotek. W okresie dojrzewania zaczęłam walczyć z nieśmiałością występując publicznie i zdobywając nowe kontakty, co mocno zachwiało moją strefą komfortu i dotychczasowym systemem wartości. 

Okazało się, że ludzie jednak nie są tacy straszni, a wręcz przeciwnie - uwielbiałam słuchać o rozmaitych historiach, namiętnościach i obserwować jak inni się rozwijają. Te dwie pasje doprowadziły mnie do wyboru dwóch kierunków studiów: filologii polskiej, na której miałam nadzieję podszkolić swój warsztat i psychologii, na której chciałam lepiej zrozumieć to, kim jesteśmy. Na studiach z polonistyki szybko okazało się, że nikogo nie interesuje to, co mam do napisania, chyba że cytuję znanych teoretyków literatury, dlatego szybko zeszły na drugi plan. Natomiast na psychologii - wsiąkłam! Studia dawały mi tyle frajdy, że utwierdziłam się w przekonaniu o zostaniu psychologiem. W tym czasie powstała też Samorozwijalnia - miejsce, w którym łączę obydwie pasje i piszę o psychologii w praktyce, slow life i idei wartościowego życia. 

Dziś zawodowo zajmuję się pisaniem - tworzę, kreuję i sprawdzam, które słowa wywierają największy wpływ, jednocześnie wzbogacając i zostając na dłużej. Wierzę, że słowa mają ogromną moc. Kreatywna praca, która każdego dnia stawia przed Tobą wyzwania i motywuje do bycia coraz lepszym to jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie mogą się zdarzyć w samorozwoju :)

W ostatnich miesiącach przymierzam się do spełnienia mojego kolejnego marzenia - podróży do Indii na własną rękę. Wiesz, to jedno z tych pragnień, którego nie możesz się doczekać, ale i trochę się boisz zarazem. Wtedy przydaje się ktoś bliski, kto chwyci Cię za rękę i szepnie do ucha: „Chodź, zrobimy to razem. Jak nie teraz to kiedy?”. Zatem, trzymajcie za nas kciuki, bo razem z małżem w październiku podbijamy Złoty Trójkąt Indii!

__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Nicole, a jej pozytywna i prosta historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE. Jeśli masz ochotę podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń na moim blogu Marheri Crafts - koniecznie daj znać! 😊

Czytaj dalej »

czwartek, 30 marca 2017

Blogowe podsumowania

0


Pamiętam tą chwilę, gdy jako mama 2-miesięcznego chłopca, słodko śpiącego w swoim łóżeczku, usiadłam z kubkiem herbaty przy komputerze i napisałam swój pierwszy blogowy wpis. Był to tekst krótki, o idei "słoików szczęścia" (jeśli jesteście ciekawi, możecie znaleźć go TUTAJ). Od tamtego dnia minął już rok, a w moim życiu i blogowym świecie tak wiele się zmieniło...

Cóż, po pierwsze muszę podziękować Wam, moi Drodzy Czytelnicy! Za Wasze dobre słowo, obecność i inspirację! Blog to miejsce, w które wkładam dużo serca i pracy, więc każdy Wasz komentarz uskrzydla mnie i daje mi siłę do dalszego działania! Początkowo pisałam rzadko, trochę bez ładu i składu, ale z każdym miesiącem zyskiwałam nową blogową wiedzę i doświadczenie. Choć przez wiele lat byłam pewna, że nie jestem kreatywna, to moje projekty DIY udowodniły mi samej, że to nieprawda. W tej chwili czuję, że głowa eksploduje mi od pomysłów i tylko czas ogranicza mnie w tworzeniu.

Teraz już wiem, w jakim dokładnie kierunku zmierza mój blog. Mam zamiar nadal tworzyć inspirujące pomysły, które charakteryzują się prostotą. Bo taka jestem ja - zwyczajna i prosta dziewczyna/inżynier, która szuka najłatwiejszych rozwiązań. Moja wnętrzarska pasja będzie również ważnym tematem, ale nie znajdziecie tu za dużo modnych nowinek czy trendy gadżetów. Dla mnie wnętrza to odbicie naszych charakterów, a ja cenię przestrzeń i brak nadmiaru, ale z dodatkiem kreatywnego polotu i blichtru. A wszystkie moje opowieści są przeplatane tym, co najbliższe mojemu sercu, czyli macierzyństwu. To Bąbel we własnej osobie - wywrócił nasz świat do góry nogami i codziennie na nowo odkrywam cud i te małe radostki bycia mamą. Jakkolwiek, nie znajdziecie tu zbyt wielu matczynych porad, bo żaden ze mnie ekspert. Dzieci są fajne, o ile są własne 😃

Na moim koncie pojawiły się już pierwsze, małe sukcesy. Pomysł na BALDACHIM DO SYPIALNI, został opublikowany w marcowym wydaniu miesięcznika Czas na Wnętrze! Stworzyłam facebookową grupą MIŁOŚNICY DIY - pełną inspiracji i kreatywnych pomysłów, która zaczyna rosnąć, czy mówiąc wiosennym głosem, wręcz kwitnąć. Powstało na blogu już 19 wnętrzarskich projektów! A mój pomysł na blogowy cykl BYŁO SOBIE MARZENIE, ujął Was za serce. Może brzmi to niezbyt skromnie, ale jestem niesłychanie dumna z blogowych osiągnięć i nikt mi tego nie zabierze!

**********

Blogowy świat, który odkryłam otworzył mi oczy na tak wiele spraw. Poznałam tyle inspirujących miejsc i fantastycznych ludzi. Dwa tygodnie temu, a dokładniej 18 marca - miałam przyjemność uczestniczyć w Śniadaniu Świadomych Blogerek. Spędziłyśmy wspólnie trzy pełne godziny przy inspirującej dyskusji oraz smacznym śniadaniu, zaserwowanym przez bydgoską Spiżarnię. Wróciłam z tego spotkania dosłownie uskrzydlona! Omówiłyśmy blogerski warsztat, dowiedziałam się kilku ciekawych nowinek, ale najciekawsze było wspólne wymienienie swoich doświadczeń i poglądów. 

Jest to o tyle dla mnie duże nowum, że zwykle nie byłam orędownikiem rozmów w kobiecym gronie. Jako inżynier z krwi i kości, nie odnajdywałam się często w babskim świecie, bo nie znam się na powszechnie omawianych tematach beauty czy mody. A tu proszę! Odkryłam za sprawą macierzyństwa i bloga, że jeśli znajdziesz w życiu swoje pasje, to możesz o nich opowiadać godzinami! Tym bardziej jest to możliwe, o ile spotkasz na swojej drodze osoby, które to hobby podzielają.

Spotkanie Świadomych Blogerek odbyło się w marcu już po raz trzeci, a jego inicjatorką jest Izabela Kornet. W kwietniu planowane jest również wyjazdowe śniadanie w Krakowie, co niezmiernie mnie cieszy! Motto przewodnie Izabeli brzmi "sukces rodzi się z serca", ale jak sama powtarza - marzenia nie spełniają się same! Zwykle, trzeba nam nimi ciężko pracować. Wspólne grono blogerek, to nie tylko dzielenie się wiedzą, ale obustronne wsparcie i dodawanie sobie otuchy w dążeniu do celu. Dziękuję całej naszej grupie za miło spędzony czas i ciekawą dyskusję! 






Partnerem spotkania "Śniadanie Świadomych Blogerek" byli: Vichy & La Roche-Posay.

Czytaj dalej »