Metamorfoza kącika jadalnianego cz.2

2/14/2018




Jeśli śledzicie mnie w social media, to pewnie widzieliście już efekt końcowy największego wyzwania makramowego, jakiego się do tej pory podjęłam. Dziś chciałabym Wam zdradzić kulisy całego przedsięwzięcia.

Już od dawna miałam zamiar sprawdzić swoje umiejętności w takim formacie XXXL! Do tej pory bardziej bawiłam się sznurkiem, ale w przypadku tego projektu musiałam przygotować odpowiedni plan działania i projekt. Przynajmniej wstępne założenia, ponieważ zmiany co do poszczególnych elementów i splotów, podejmowałam jak zwykle, na bieżąco - podczas pracy/plecenia. O tym, że planuję taki projekt, wspominałam już w listopadzie, podczas metamorfozy kącika jadalnianego (etapu pierwszego).

Nie potrafię teraz słowami opisać wszystkich emocji, które towarzyszyły mi przez ostatnie dni. Ja wiem, że mogę brzmieć momentami infantylnie, ale tej makramie oddałam dosłownie całe serce, mnóstwo pracy, moją wyobraźnię i pasję. Samo szukanie sznurka do tego projektu, zajęło kilka tygodni! Marzyłam o tym przedsięwzięciu od dawna. Przygotowanie i docinanie materiałów oraz odpowiedniej konstrukcji, zajęło również sporo czasu. Pewnie to zabrzmi dziwnie, ale gdy powiesiłam już wszystkie sznurki dla pierwszej warstwy - serce biło mi jak szalone. Bo wiedziałam, że teraz nie ma już odwrotu... A potem zaczęłam pierwszy splot, drugi i wszystko potoczyło się już samo. Tak, jakby moja głowa podczas plecenia była zupełnie gdzieś indziej.



Wychodzi na to, że ja naprawdę zwariowałam na punkcie sznurków! Dziś, nie mogę sobie już wyobrazić życia bez mojej pasji. Próbuję sobie przypomnieć dawne lata, gdy jeszcze nie byłam mamą, gdy nie wiedziałam co to makrama... 

Choć nie zapomnę tego ukłucia strachu, gdy zaczynałam plecenie - teraz mogę uznać mój plan za zakończony z sukcesem. Przyznam się, że nie byłam przygotowana na to, co stanie się po opublikowaniu zdjęcia z gotową makramą... Statystyki mojego fanpage'a, dosłownie oszalały! To taka moja wisienka na torcie, za włożony trud. Choć skłamałabym mówiąc, że ten projekt był ciężkim wyzwaniem. Podczas tworzenia czułam przede wszystkim ogromną radość i dumę. Bo szczerze wierzę, że jeśli tworzymy coś z siebie, tak z całego, wielkiego serca - to efekt końcowy zawsze będzie dobry, jak nie najlepszy i wspaniały! 


Życie naprawdę szybko mija. Wręcz pędzi, jak szalone! Mój mały synek, w ostatnich tygodniach tak bardzo się zmienił. Nie widzę w nim już śladu bobasa... To chłopiec ze swoimi marzeniami i pasjami. Ma swoje zdanie i walecznie potrafi go bronić. Prowadzę z nim już "poważne" rozmowy, a przecież jeszcze niedawno wołał tylko "mama" i "tata"... Każdy rodzic, na pewno zna to uczucie i musi się często z nim mierzyć. I właśnie dlatego - to jest tak cholernie ważne, aby żyć z pasją! Cieszyć się z codzienności. Być wdzięcznym. Nawet jeśli sypią nam się kłody pod nogami, a sypią się każdemu. Trzeba mierzyć się z przeciwnościami i trzymać wysoko głowę, przyjmować ciosy. A potem znów znaleźć tą małą chwilę szczęścia i robić coś z pasją. Szczerze? Nie znam innego sposobu na życie... Przedstawiam Wam efekt końcowy mojej pasji - tego, co robię całą sobą i co sprawia, że jestem szczęśliwa:


  



Przepraszam za ten górnolotny i staroświecki styl pisarski, ale taki mi się czasem (często) włącza tryb. Dziękuję wszystkim za tą falę komplementów, wiadomości i komentarzy! Nie macie pojęcia, jakiego dało mi to kopa do dalszego działania. Chciałabym od razu oficjalnie poinformować, że przyjmuję zapisy na wypożyczenie tej boho makramy na śluby! 😊 Stworzy idealne tło do przyjęcia w plenerze. A tymczasem wracam do pracy nad dalszymi projektami 😉

  • Podziel się:

To może Cię zainteresować

0 komentarze