DIY

Metamorfoza kącika jadalnianego cz.1

11/17/2017



Niektórzy twierdzą, że meble z klasą muszą mieć metki z przynajmniej czterema cyframi. Jednak czy to ma sens? Nie każdy drogi mebel, jest wart zakupu, ale z każdego najtańszego - można zrobić perełkę! Wystarczy pomysł, pędzel i ulubione kolory farb kredowych. 


Stół i cztery krzesła, które są bohaterami dzisiejszego wpisu, zostały przez nas kupione zaraz po ślubie. Mieszkaliśmy wtedy w ciasnej i ciemnej klitce z widokiem na betonowy mur. Aż mam gęsią skórkę na myśl o tamtym mieszkaniu... Zakup tego kompletu jadalnianego był pierwszym, tak dużym wydatkiem w naszym budżecie. Z tym, że ten komplet jest najtańszą, dostępną wersją stołu, jaką można znaleźć w sklepie JYSK. Stół i krzesła są wykonanego z litego drewna i pokryte przezroczystym lakierem. Idealne meble na początek nowej drogi życia 😊

Minęło kilka lat, a one nadal są z nami. Przeżyły nie jedną imprezę, domową kłótnię czy też romantyczną kolację. Dziś, trochę inaczej podchodzę do aranżowania wnętrz i od jakiegoś czasu, meble zaczynały mierzwić mnie swoją sosnową szpetotą. Z drugiej strony, pozbywać się stołu i krzeseł, ot tak dla zasady, aby zastąpić je nowymi - to zupełnie nie w moim stylu! Cenię sobie korzystać z tego, co mam. Tym bardziej, jeśli po latach użytkowania, nadal dobrze spełniają swoją funkcję. 

No więc trzeba było podwinąć rękawy i zabrać się do pracy! Sosnowy stół z krzesłami tak wyglądał jeszcze na początku września:


Stół trafił pierwszy pod nóż, a właściwie pędzel. Ze względu na aktywną obecność Bąbla w brzoskwiniowym domu, proces malowania mógł odbywać się jedynie podczas jego drzemki czy też nocą. 


Stół pomalowałam farbami kredowymi Annie Sloan (kolory Henrietta oraz Graphite). Blat zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem do mebli. Aby mieć pewność, że sprawdzi się w codziennym użytkowaniu - nałożyłam aż trzy warstwy. Natomiast boki i nogi stołu, pokryłam bezbarwnym woskiem.

Jeśli chodzi o krzesła - tutaj bawiłam się konwencją! Na pierwszy ogień trafił kolor Aubusson Blue, który już wcześniej pojawił się w eleganckim stoliczku. Krzesło numer dwa to piękny Provence, a numer trzy urocza Henrietta (jak boki stołu). Ostatnie krzesło jest moją własną interpretacją, ponieważ zmieszałam farbę Aubusson Blue z czystą bielą Old White. 



Chyba właśnie to mnie najbardziej urzeka w farbach kredowych - z łatwością można tworzyć własne kolory! Wystarczy znajomość kilku podstawowych faktów, które otwierają przed nami morze możliwości. Jesteśmy w stanie pomalować meble na odcienie, które będą idealnie pasowały do naszego wnętrza, ale przede wszystkim do nas samych. 

Krzesła również zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem. Prace zajęły mi kilka, długich tygodni. Ale za to jakich przyjemnych! Ja naprawdę uwielbiam spędzać tak czas - jest to miłą odskocznią i rozrywką. A gdy w końcu dotrzemy do szczęśliwego końca, efekt nas niesamowicie zachwyca i wprawia w stan dumy! 

Mogę Wam teraz przedstawić moją końcową wersję prostych, sosnowych mebli, które nabrały charakteru. Natomiast, jeśli chodzi o cały kącik jadalniany - zostało tu jeszcze sporo pracy... Czeka mnie zaaranżowanie ściany nad stołem. Na razie, jak możecie zauważyć, co chwilę zmieniam tu wystrój. Jednak już wkrótce, rozpocznę pracę nad czymś, co mam nadzieję - zostanie moją wizytówką. Możecie być pewni, że będę się moim zaplanowanym projektem chwalić, a na razie możecie trzymać kciuki za jego powodzenie 😉






Ja wiem, że mój pomysł na kącik jadalniany nie wpisuje się we współczesne trendy. Nie jest skandynawski, ani nowoczesny. Jednak nie chodzi tu o gusta i to, co nam się podoba. Chciałam Wam pokazać, że aby mieszkać pięknie, czyli po swojemu - wystarczy trochę naszego czasu i pracy, a wszystko jest możliwe!

Kącik jadalniany, który Wam przedstawiłam, to zdecydowanie cała ja! To moje kolory, wzory, no i oczywiście - miłość do sznurków 😍

  • Podziel się:

To może Cię zainteresować

0 komentarze