Było sobie marzenie #15

7/03/2017



Skromne marzenia

Opowieść o marzeniach właściwie powinnam zacząć od początku. Jakieś piętnaście lat temu marzyłam nieśmiało o tym, aby kiedyś napisać książkę i żyć z pisania. Napisałam pierwsze opowiadanie o miłości i dziś, po latach, mam wydrukowane kilka rozdziałów, do których wracam z uśmiechem na twarzy i pewną nostalgią. Miałam wtedy 11 lat, gdy zaczęłam wciągać się w pisanie, uczyć się pisać na klawiaturze komputerowej, blogować, a po kolejnych dziesięciu – niemal byłam pewna, że mi to przejdzie. Tak się jednak nie stało. Właściwie nie wiem, co mi wtedy odbiło, żeby pisać. To chyba takie coś w środku, w serduchu. Zrobiłam wszystko, co się dało, aby spełnić swoją obietnicę i utrzymywać się z zawodowego pisania. To było pierwszym i najważniejszym marzeniem, na które ciężko pracowałam.

Drugim marzeniem, takim bardzo przyziemnym, było poznanie fajnego faceta. Jaki to fajny facet? Starszy ode mnie. Dojrzały emocjonalnie przede wszystkim, zabawny, odpowiedzialny, niezależny i naprawdę męski. Taki ktoś, dla kogo straciłabym głowę i oddała żebro, gdyby było trzeba :D. Taki, przy którym poczuje, że to jest TO. Zawsze marzyłam o kimś, z kim mogłabym długo rozmawiać przy kubku herbaty i jednocześnie czasem cierpliwie pomilczeć. Przy kim mogłabym być totalnie niepoprawna, a nawet śmieszna. Marzyłam, aby mieć mężczyznę, który ze mną wytrzyma, zniesie moje szaleństwo do pisania i stanie się moim najlepszym przyjacielem. Marzyłam o kimś, kto ma swoje zdanie i pasje. Znalazłam takiego w sieci na dawnym portalu Grono.net. Zdjęcie profilowe miał całkiem niezłe, wiedział pewnie, że mam straszne ciągoty do muzyków. Zaprosił mnie na imprezę sylwestrową, przyjechał po mnie 100 km w jedną stronę, choć trochę mu w to nie wierzyłam i prawie wpadł w zaspę śniegu. Miała być tylko impreza, a potem każde do swojego życia. Tak się złożyło, że nam ze sobą dobrze i jesteśmy już razem prawie 8 lat. Od dwóch lat jesteśmy małżeństwem, a już niebawem będziemy rodzicami.

Trzecie marzenie? Chciałoby się powiedzieć – jedno z najpiękniejszych marzeń w moim życiu. Dziecko. Zawsze myślałam, że mam na to bardzo dużo czasu, a ten czas wydawał mi się całą wiecznością. Podświadomie zawsze chciałam poczekać na najlepszy moment w swoim życiu, ale szybko zrozumiałam, że mogłabym się tak zestarzeć. Odkąd jestem w ciąży – patrzę na życie zupełnie inaczej i czuję się wewnętrznie gotowa na ten nowy etap w życiu. Choć jest kilka rzeczy, które mnie przerażają jak np. poród. Jeszcze nie wiem w jaki sposób pogodzę prowadzenie firmy z macierzyństwem, ale mam nadzieję, że mimo wszystko dam radę. Chciałabym też dać mojemu dziecku czas i być przy nim w każdym momencie jego życia. Marzę o tym, aby kiedyś moje dziecko traktowało mnie jak przyjaciółkę i matkę, przychodziło do mnie z każdym problemem i zaskakiwało mnie swoimi śmiesznymi tekstami J

Czwarte marzenie? Od kilku lat czułam straszną potrzebę posiadania swojej pracowni i biura w jednym. W ciągu tych kilku lat dużo się zmieniło. Najpierw chciałam mieć strych nad mieszkaniem, ale perspektywa tego, że nigdy nie byłby mój na własność skutecznie ostudziła mój zapał. Byłam gotowa wyremontować 6 metrowe pomieszczenie za kilka tysięcy złotych. Potem jednak dotarło do mnie, że z powodu pracy, mam bardzo ograniczony czas na pasję. A gdy to sobie policzyłam, wychodziły mi jakieś 3 dni tworzenia w miesiącu. Uznałam więc, że wynajem strychu jest bez sensu. Postanowiłam zorganizować taki kącik w domu, choć nie było to łatwe, bo nadal byłam ograniczona miejscem i dość małym metrażem. Dopiero przeprowadzka do drugiego pokoju i perspektywa tego, że będzie dziecko pomogła mi w zrealizowaniu tego marzenia. W końcu mam własną kanciapę i choć czeka mnie jeszcze dużo prac remontowych (malowanie ścian, zawieszenie specjalnej szyny na ścianie, dobudowanie specjalnej dostawki do biurka albo regału) to naprawdę niczego więcej mi nie trzeba.

Przedostatnie marzenie? Fajna, wyrozumiała paczka przyjaciół J Właściwie nasza przyjaźń została zapoczątkowana przez tzw. „pary dobierane”, jeśli mogę tak to napisać. Jedną z moich przyjaciółek poznałam na grupie ślubnej, gdy sama wychodziłam za mąż, mieszka na sąsiedniej dzielnicy. Inna jest już żoną przyjaciela mojego męża i jakoś tak się złożyło, że spotykamy się w 6 osób, a już niedługo nasze dzieci będą mogły się zakumplować.  

Kolejne i ostatnie marzenie? Marzę od paru ładnych lat, żeby zwiedzić USA, a dokładniej na dłużej zatrzymać się w Nowym Jorku. Marzę o podróży na pół roku i obiecałam sobie, że zrealizuję to marzenie jeszcze przed 35. urodzinami, gdy moje dziecko będzie już nieco odchowane, a uzbierane pieniądze pozwolą nam na to. Jest coś, co mnie strasznie ciągnie do tego miejsca, ale jeszcze nie wiem co to jest. Chyba dowiem się wszystkiego dopiero na miejscu.


To tyle ode mnie. Moje marzenia są raczej przyziemne. Nic się dla mnie nie liczy bardziej od rodziny, miłości, niezależności i fajnej pracy, w której mogę się twórczo realizować. Życzę tego każdemu, kto czyta ten post. 

__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Gosia (właścicielka bloga Messy Head), a jej ciepła i prawdziwa historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE

UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń, to koniecznie do mnie napiszcie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie 😊

Mój mail: kontaktmarheri@gmail.com

  • Podziel się:

To może Cię zainteresować

0 komentarze