poniedziałek, 29 maja 2017

Było sobie marzenie #13



Niektórzy marzenia nazywają celami do zrealizowania, ale jakiejkolwiek nomenklatury użyjemy - nie ma wątpliwości, że ich realizacja wiąże się z olbrzymią dawką pozytywnych emocji! Dziś zapraszam Was na optymistyczną, a zarazem praktyczną opowieść Oli.



Uczynię świat lepszym miejscem

Nie jestem marzycielką. Jestem do bólu praktyczna. Nie należę ani do grupy optymistów, ani pesymistów. Ciągle powtarzam, że mój racjonalizm pomaga mi nieco ochłodzić szaloną głowę, przez którą pomysły na nowe aktywności przelatują z prędkością światła. Uwielbiam planować i analizować – każde działanie rozpoczynam od wypisania możliwych opcji. Nie jestem romantyczna i nieczęsto przyznaję się do tego, że płacze oglądając bajki o ludziach zamienionych w niedźwiadki. Czytając serię zatytułowaną „Było sobie marzenie” uświadomiłam sobie jednak, że to, co ja nazywam celami do zrealizowania, inni określają mianem marzenia! Okazało się, że ja mam marzenia, tylko bardzo praktycznie do nich podchodzę.


CEL: Zmienię świat

Zawsze chciałam zmieniać świat. Każdego dnia stawiałam przed sobą celę, których realizacja napawała mnie ogromną radością. Nie inaczej było, gdy postawiałam przed sobą cel, jakim było uczynienie świata przyjaźniejszym miejscem do życia. To my kształtujemy rzeczywistość i to od nas zależy, czy będziemy żyli w świecie uprzejmości, czy chamstwa. Ja postanowiłam zawalczyć o to, by razem żyło nam się lepiej. 

Nie, nie zaczęło się jak w bajce. Przykro mi, ale nie mogę napisać, że od dziecka wiedziałam, co chcę w życiu robić. Dzieckiem byłam raczej nieznośnym i pełnym kompleksów. Jako nastolatka starałam się po prostu wtopić w tłum, a dorosłość dopadła mnie zupełnie niespodziewanie. Na drugim roku studiów odnalazłam swoją drogę, choć z samym kierunkiem niewiele ma ona wspólnego. Studiuje dziennikarstwo i uniwersytet, chcąc chyba wychować nas od choć odrobinę lepszych ludzi, wcisnął nam zajęcia o nazwie „Językowy savoir-vivre”. Przepadłam. Prowadząca zajęcia Pani Profesor wydawała się być ideałem kobiety, niedoścignionym wzorem i ogromną inspiracją. Każde wypowiadane przez nią słowo brzmiało elegancko, a każdy ruch dowodził posiadanej klasy. Wprowadzona na zajęciach atmosfera zarażała życzliwością i optymizmem. Wtedy właśnie obrałam nowy cel: będę taka jak ona i zmienię w ten sposób świat.


Każdego dnia będę lepszym człowiekiem

Moje marzenie nie należy do grupy tych, które z dnia na dzień przewraca życie do góry nogami. Moje marzenie wymaga ode mnie mozolnej pracy każdego dnia. Nie da się bowiem jednego dnia nauczyć wszystkich reguł, zmienić garderoby i pozbyć starych przyzwyczajeń. Praca, którą podjęłam, wymagała przeczytania dziesiątek książek i odkrycia zupełnie nieznanych ścieżek. Z każdym krokiem byłam jednak szczęśliwsza, a każda kolejna ciekawostka budziła we mnie dziecięcą fascynację. Cała ta przygoda wydawała mi o tyle ciekawsza, że lubiłam kwestionować zastane prawdy. Sprawdzałam pochodzenie pewnych zwyczajów, różnice kulturowe i społeczne. Analizowałam i redefiniowałam. Stawałam się coraz lepsza. Cel, który przed sobą postawiłam nigdy tak naprawdę do końca nie zostanie zrealizowany. Gdy już bowiem opanowałam siebie i uczyniłam swoje życie dla mnie wymarzonym, postanowiłam, że przekonam inne kobiety, że powrót do wzorców sprzed lat wcale nie musi być nudny. Chcę przekonać współczesne kobiety, że w dżinsach, szortach lub oversizowym swetrze też można być damą, której wnętrze emanuje klasą i elegancją. Chciałabym przekonać świat, że można z klasą, ale na luzie. Wierzę, że zasady ułatwiają nam życie, a nie wpędzają w dodatkowe i sztywne ramy. Aby więc dotrzeć do szerszego grona odbiorców, zdecydowałam się na założenie bloga.


Marzenie zamienić w styl życia

Gdzieś w głębi serca zawsze chciałam być nauczycielką. Życie bywa przewrotne, więc gdy całą swoją edukacyjną i zawodową ścieżkę kierowałam w zupełnie inną stroną, pasja zaprowadziła mnie do realizacji marzeń z przed lat. Nie, nie było to nagłe olśnienie. Blog, którego zdecydowałam się założyć, miał być w zasadzie o wszystkim. Nie sądziłam, że trzy wpisy w tygodniu o dobrych manierach mogą kogokolwiek zainteresować. Małymi kroczkami, ale do celu. Dopiero moje czytelniczki uświadomiły mi, że to właśnie o etykiecie piszę najlepiej. To na ich życzenie tematów o savoir-vivrze było coraz więcej, by wreszcie całkowicie zdominować moje miejsce w sieci. Nigdy nie sądziłam, że tak wielu ludzi może dzielić ze mną zainteresowania i – co napawa mnie największą radością – chce je ze mną rozwijać! 

Moje marzenie spełnia się każdego dnia - z każdym czytelnikiem, z każdym like'iem i każdym pozytywnym komentarzem czuję się coraz bardziej spełniona. Poza płynącą radością odczuwam jednak też spoczywającą na mnie odpowiedzialność. Chcę dostarczać moim czytelniczkom jak najbardziej użytecznych informacji, które podane zostaną w przystępnej i niesztampowej formie. Wiem, że przede mną jeszcze bardzo wiele pracy – głowę mam pełną pomysłów, ale moja doba – podobnie jak Twoja – ma tylko 24 godziny. Choć na co dzień osiem godzin spędzam w biurze obmyślając marketingowe strategie, w głowie ciągle nieśmiało puka myśl, że los pcha mnie na zupełnie inne tory. Wiem, że uczucia, jakie wywołuje we mnie blogowanie i nigdy nie chciałabym ich stracić. Mój cel zamienił się w marzenie, które w dużym stopniu nadaje memu życiu sens. 


Nowe cele, nowe marzenia, nowe sukcesy
Kobiety w naszym kraju są fascynujące. Jeśli to czytasz, na pewno zdążyłeś się już tutaj przekonać, że ich marzenia potrafią przenosić góry. Bardzo chciałabym tym wszystkim silnym kobietom powiedzieć, że ich marzenia i cele zmieniają świat. Mam nadzieję, że mój mały blogowy świat też odmienia czyjeś życie. Wierzę, że przelotnie przeczytane na moim blogu informacje mogą okazać się bezcenne podczas biznesowego spotkania, czy rodzinnej kolacji. Chcę być taką samą inspiracją, jaką dla mnie są setki kobiet, które cyfrowo spotkałam w Internecie. Dziewczyny, uczyńmy ten świat lepszym i piękniejszym! Obiecuję, że to nie będzie nudne.

__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Aleksandra (autorka bloga get the life), a jej optymistyczna i praktyczna historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE

UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń, to koniecznie do mnie napiszcie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie 😊

Mój mail: kontaktmarheri@gmail.com

Brak komentarzy: