poniedziałek, 15 maja 2017

Było sobie marzenie #12




Wieczorową porą, przedstawiam Wam imponującą i fantastyczną opowieść Ani. To już 12 historia o spełnionym marzeniu na moim blogu!

 __________________________________________________________________________________________________________________________

Historia, którą chce Ci opowiedzieć, mówi nie tylko o spełnionym marzeniu, ale także o tym dlaczego tu w ogóle jestem. 

Kilka lat temu dostałam czerwoną spódnicę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że owa spódniczka została uszyta specjalnie dla mnie. Jedynym, co wtedy zwróciło moją uwagę, był jej soczysty kolor. Dzisiaj, gdy na nią patrzę, widzę starannie uszytą ołówkową spódniczkę w przepięknym malinowym kolorze, z idealnie wszytym krytym zamkiem i karminową podszewką. Spódnicę uszył dla mnie tata mojego męża. Pewnie myślisz, że były funkcjonariusz służby cywilnej to mężczyzna nazbyt nobliwy na szycie damskich ubrań. Cóż, rzeczywiście tak to wyglądało. To kim naprawdę jest, opowiem Ci później. Istotne teraz jest to, że kiedy podarował mi tę spódnicę odżyło we mnie pragnienie, które tliło się we mnie już od dzieciństwa.

Będąc dzieckiem spędzałam godziny w pracowni mojej cioci - zawodowej krawcowej. Uwielbiałam siedzieć w miejscu, w którym na ścianie wisiały kreacje dla Pań czekające na przymiarki, na podłodze piętrzyły się wydania czasopism z wykrojami, a przy oknie stała maszyna do szycia. Uwielbiałam wybierać z pudełka szpilki z najładniejszymi szklanymi główkami, patrzeć na zafastrygowane sukienki, przeglądać najmodniejsze wtedy zestawy złożone z bluzek z poduszkami na ramionach i plisowanych spódnic za kolano. O takich ubraniach marzyła każda dorosła kobieta, marzyłam o nich ja - dziewczyna ze złotymi włosami spiętymi w dwa kucyki i w sukience wiązanej na kokardę. Marzyłam o tym, by mieć te wszystkie kreacje i własne królestwo podobne do ciocinej pracowni.

Wróćmy jednak do podarowanej mi spódnicy. Nie cieszyłam się nią zbyt długo, bo szczęśliwy los sprawił, że zmieniłam rozmiar na o dwa numery większy, bo pod moim sercem zamieszkał ktoś, kto zmienił moje życie na zawsze - na lepsze. Malinowa spódnica trafiła do piwnicy, spakowana w nostalgii za szczupłymi czasami wraz z innym ubraniami, których miałam już nigdy nie włożyć.

Życie podarowało mi cudowną, nową rolę - rolę matki. Kiedy na dobre zaczęłam żyć, życiem mojego syna, zaczęłam odczuwać silniejszą niż dotychczas potrzebę wydzielenia strefy zarezerwowanej tylko dla mnie.

Niektóre marzenia realizuje się od razu, a inne odkłada na później. Z racji wieku, jako zupełnie normalna siedmio- lub dziesięciolatka, włożyłam moje marzenie do szuflady podpisanej "w zapomnienie". Zwrot akcji nastąpił, kiedy po dwudziestu latach marzenie samo mnie odnalazło. I tu pojawia się na nowo bohater tej historii, czyli osoba, która uszyła dla mnie czerwoną spódnicę. Teść przywiózł mi swoją maszynę do szycia i oprócz tego, że tego dnia nauczył mnie ściegu prostego, to zaszczepił we mnie pasję, która w takt uderzeń igły zupełnie mną zawładnęła. Człowiek ze stali, o sercu miękkim jak kaszmir zaraził mnie miłością do maszyny, teściowa nauczyła mnie dostrzegania piękna detali, a ja nauczyłam się tego, że kluczem do wszystkiego jest cierpliwość.

Dzisiaj znowu noszę z przyjemnością moją malinową spódnicę i z dumą przyznaję, że potrafię sama uszyć podobną. Ta spódnica, to najlepszy prezent jaki mogłam dostać. To nie tylko mały kawałek materiału, ale coś większego, co pchnęło mnie do realizowania marzeń. Dzisiaj sama mam swoje własne królestwo ze stertą czasopism o szyciu, nićmi we wszystkich kolorach tęczy, szafką z której wypadają tkaniny, maszynami na biurku i krzesłem, na którym siadam z milionem pomysłów w blond głowie. 

Jestem tu po to by uświadomić Wam, że wielkie rzeczy nie dzieją się same. Potrzebny jest impuls, jedna mała iskra, która zmieni się w płomień. Warto się rozglądać by jej nie przegapić. 

Nigdy nie jest za późno, by zacząć spełniać swoje marzenia.

__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Ania (autorka bloga pastelovenitki), a jej imponująca i fantastyczna historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE

UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń, to koniecznie do mnie napiszcie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie 😊

Mój mail: kontaktmarheri@gmail.com

Brak komentarzy: