wtorek, 11 kwietnia 2017

Metamorfoza kącika biurowego



Dziś pokażę Wam moje centrum dowodzenia i kontaktu ze światem. Miejsce pracy, czyli mój własny kącik biurowy powstawał przez kilka tygodni, ale jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Jak to u mnie bywa w standardzie - rządzi prostota i brak nadmiaru! 


To właśnie przy tym biurku powstają moje blogowe pomysły oraz wnętrzarskie projekty. Na pewno poznajecie, że pochodzi z IKEI -  to zdecydowanie klasyczny model. Blat jest bardzo duży, a ja lubię taką przestrzeń w miejscu pracy. Można wygodnie rozłożyć się z literaturą, notatkami czy komfortowo rysować projekty. Tą śliczną, miętową lampę kupiłam na wyprzedaży w markecie budowlanym za 99 złotych, co było zdecydowanie dużą okazją. Tablicę inspiracji stworzyłam już kilka miesięcy temu i do dziś tak samo mnie zachwyca jej praktyczność i prostota. W styczniu dużą popularnością cieszył się mój pomysł na organizer na kable, który znajduje się pod biurkiem. Kilka osób pisało do mnie, że występuje ryzyko przegrzania kabli - otóż mam go już kilka miesięcy i nie zaobserwowałam takiego zjawiska. Karton jest duży, a wycięte otwory zapewniają w nim stałą cyrkulację powietrza. Także nadal polecam ten patent dla każdego, kto ma dość walających się kołtunów z kabli. Jakkolwiek reszta elementów na biurku była tu bez ładu i składu. A tak kącik biurowy wyglądał jeszcze miesiąc temu...


Jak widzicie, zmiany były konieczne! Nie ukrywam, ale z dużą przyjemnością zabrałam się za urządzanie tego miejsca (uwielbiam to!):

➤ kochany mąż zamontował w kącie pokoju listwę maskującą tak, aby schować internetowy kabel. Prosta rzecz, ale dużo zmienia!

➤ tablicę inspiracji "przekręciłam" o 90 stopni - chociażby dlatego, że była powieszona zbyt wysoko. A dodatkowo, w nowym położeniu, okazała się być dla mnie bardziej praktyczna.

➤ akcesoria biurkowe, czyli organizer na dokumenty oraz przybornik pomalowałam złotą farbą w spray'u, aby ujednolicić styl. Warto wspomnieć, że pojemnik na długopisy, to nic innego jak dekoracyjna osłona świecznika, kupiona za 5 zł w PEPCO.

➤ odważyłam się na roślinę żywą, która o dziwo, póki co żyje i ma się dobrze! Kiedyś uważałam, że nie mam ręki do kwiatów, ani do dzieci, ale skoro Bąbel ma już 15 miesięcy i jakoś ze mną funkcjonuje, to doszłam do wniosku, że i roślinki mają szansę pod moją opieką. Póki co stawiam pierwsze kroki w roli ogrodnika, więc trzymajcie za mnie kciuki! Mam plan na przyszłość o wiele bardziej zazielenić ten kącik 😊

➤ dodałam do aranżacji nasze zdjęcia na płótnie, piękny plakat w złotej ramie z roślinnym motywem (znaleziony w sieci, do samodzielnego wydruku) oraz moją listę zadań, którą również możecie wydrukować (znajdziecie ją TUTAJ).

➤ dodatkowo wykorzystałam piękny, a zarazem prosty kalendarz, który powiesiłam za pomocą wieszaka (kupionego w IKEI za 3 złote). Prosty i tani patent, który polecam, bo naprawdę wygląda efektownie!

➤ no i na samym końcu - mój wymarzony i absolutnie designersko/zjawiskowy mebel, czyli krzesło transparentne! Poprzednie siedzisko bardzo denerwowało mnie swoją szpetotą, a do tego było niewygodne. A teraz czuję się dosłownie jak królowa! To nowoczesne krzesło zamówiłam w sklepie Bogate Wnętrza. Gdy kurier dostarczył paczkę i mąż pomagał mi w montażu, to widziałam jego minę, w stylu: "co ta moja żona sobie wymyśliła" oraz "przecież ten mebel jest tak bardzo niepraktyczny". Otóż po kilku tygodniach testowania tego mebla, mogę powiedzieć "SZACH MAT, mężu!" - bo to krzesło nie dość, że piękne (w moim odczuciu przynajmniej - każdy ma inny gust :P), to tak samo wygodne! 









Naprawdę, przyjemnie mi się tworzy w tym moim biurowym kąciku. Powstało miejsce schludne i proste, a ja właśnie najlepiej inspiruję się przy braku zbędnych bodźców! Zwróćcie uwagę, że nie licząc wypasionego krzesła, które jest takim diamencikiem całej metamorfozy, wykorzystałam same proste patenty, w stylu DIY - dzięki temu koszt całego przedsięwzięcia był minimalny. A jednak efekt zmian jest znaczny! I to jest właśnie to, co najbardziej cenię w wystroju wnętrz. Skoro pochwaliłam się miejscem, w którym powstają blogowe wpisy, teraz mogę z ręką na sercu powiedzieć: "jestem blogerę!" 😄

Brak komentarzy: