środa, 22 marca 2017

Lista zadań |do druku|



Czuję, że osiągnęłam matczyny Mount Everest! Jestem dumną mamą 14-miesięcznego chłopca, który swoim rezolutnym uśmiechem podbija serce każdego, kto staje na naszej drodze. Życie pod względem technicznym jest już całkowicie ułożone, a opiekę nad Szkrabem mam w małym palcu. Dysponuję dużą ilością czasu na rozwijanie mojej pasji, blogowanie czy też dzikie zabawy w chowanego. Jeździmy często na małe wyprawy w górskie okolice, szukając pierwszych śladów wiosny. Ale gdyby przyjrzeć się bliżej, to pod szafą w naszej sypialni pałętają się kołtuny kurzu. Bąbel chodzi w bodziaku, do którego kilka godzin temu przyczepiła się marchewka. Lodówka znów stoi pusta, a czasem zapominam o zrobieniu obiadu i zjadam po prostu pszenną bułkę z serem. Ale wychodzę z założenia, że najważniejszy jest pełny brzuszek mojego syna, a ja mam po prostu inne priorytety. Daleko mi do matki, która wyrzuca w sobotni poranek swojego męża z synem z domu, aby przeprowadzić generalne porządki... Po prostu pakuję się z nimi do auta i wspólnie jedziemy w świat, a pajęczyny zwisające z sufitu mogą jeszcze poczekać.

Mam krótko mówiąc tak bardzo wylane na bycie idealną Matką Polką. Mój czas urlopu wychowawczego poświęcam na to co kocham i nie ma tu miejsca na dwudaniowe obiady z kompotem, pucowanie podłogi na kolanach czy nawet makijaż. Nie mówię, że każdy powinien z tego zrezygnować, bo przecież priorytety ludzi są całkowicie różne. Ale znajomość swoich własnych jest kluczem do szczęśliwego życia. Śledząc blogosferę, zauważyłam, że promowanie nieidalności jest teraz modne, a wręcz popularne. Niektórzy się burzą, że to chwilowa moda, a mamy chwilę wcześniej promowały tylko perfekcjonizm. Ja tam staram się w takie dyskusje nie wchodzić, bo to zawsze indywidualna sprawa każdego z nas. Jakkolwiek, moja "matczyna wyjebka" wpisuje się w trendy i choć zwykle staram się robić całkiem na przekór, tym razem mi to nie wyszło...


Na co dzień nie ogarniam tak wielu spraw, to są momenty, że się naprawdę staram! Mieszkając poza miastem, domowa logistyka musi działać na wiele wyższym poziomie! Trzeba mieć w małym palcu listę zakupów, wizyty szczepienne i inne atrakcje z katalogu "szarość i obowiązki dnia codziennego, które bolą podwójnie, gdy mieszkasz na wypiździejewie". I tu z pomocą przychodzi mi metoda stara jak świat, której nauczyła mnie moja mama i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła! Mając w poważaniu współczesną technologię, zapisuję po prostu wszystko na liście zadań. I powiem Wam, w moim przypadku to zawsze działa! Zgodnie z tym co pisałam na początku, listy nie rozbudowuję o wszystko, co powinnam zrobić. Gdybym miała wypisać moje wszystkie obowiązki i rzeczy do zrobienia, nie wystarczyłaby nawet ryza papieru... Za to taka lista "to do" jest niezastąpiona w spisaniu spraw ważnych, jak wizyta u lekarza czy wybór prezentu urodzinowego dla przyjaciółki. Przygotowałam swój własny, kwiecisty projekt i jeśli macie ochotę, to możecie taką listę zadań pobrać dla własnej potrzeby.
__________________________________________________________________________________________________________________________

Listę zadań - możecie pobrać TUTAJ

Kilka spraw technicznych:
➤ plik jest zapisany w formacie PDF
➤ format pliku to A4, ale polecam wydrukować 2 kopie A5 (to bardziej praktyczne i ekonomiczne rozwiązanie)
➤ grafikę możecie spokojnie wydrukować za pomocą domowej drukarki
➤ listę zadań warto wydrukować na papierze lepszej jakości (np. technicznym)
➤ plik tylko dla własnego użytku, a nie komercyjnego!  

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się linkiem do wpisu i udostępnicie go na swoim Facebooku 😊

Brak komentarzy: