Było sobie marzenie #8

3/27/2017



Wieczorową porą, przedstawiam Wam ósmą opowieść o marzeniach. Ta historia jest nie tylko fantastyczna i urocza, ale dodatkowo okraszona tak pięknymi zdjęciami, że po prostu musicie ją przeczytać!



Osobiście nigdy nie używałam słowa "marzenie". Marzenie zawsze oznaczało dla mnie "coś, co nigdy się nie spełni". Wolałam myśleć o tym, jak o planach. Plany się spełniają, prawda? Nawet jeśli są bardzo nierealne...

Jako dzieciak miałam dużo takich planów. Z wiekiem zwyczajnie życie weryfikowało je i nie idzie tu o to, że coś było trudne do zrealizowania, a jedynie o to, że po jakimś czasie dochodziłam do wniosku, że to, czego pragnęłam, przestawało być dla mnie interesujące. A jeśli coś przestaje nam sprawiać radość, to czas, by to zostawić, czyż nie?


Marzenie #1

Jako dziewięciolatka napisałam kiedyś, że kiedy wydam pierwszą książkę, trzydzieści sześć milionów Polaków się obrazi. Potem poprawiłam to na trzydzieści osiem milionów (dziś już nie jestem pewna, czy gdy miałam dziewięć lat, to Polaków było tylko trzydzieści sześć milionów, czy też zwyczajnie się pomyliłam, ale to bez znaczenia). 

Pisałam od dzieciaka. Inni wracali ze szkoły i odpalali seriale, wówczas bardzo modne brazylijskie tasiemce, a ja siadałam do pisania. Nigdy nie wiązałam z tym przyszłości, to po prostu mi towarzyszyło.

Moja pierwsza książka pojawiła się na rynku, gdy skończyłam osiemnaście lat. Do dziś śmieję się, że jest kompletnie o niczym, ale i tak zbierała bardzo pozytywne recenzje - czytelników przekonywała do siebie głównie cynicznym podejściem głównego bohatera do całego świata, czyli dokładnie tym, co sama reprezentowałam. 
A jednak żaden Polak się nie obraził.



Marzenie #2

Byłam dziwnym dzieckiem. W przeciwieństwie do moich koleżanek, nie chciałam być modelką ani weterynarzem - chciałam zostać pilotem wojskowym. Nie wiem jak teraz, ale wtedy, gdy jeszcze bardzo tego pragnęłam, kobiety w Polsce nie mogły być pilotami wojskowymi. Jako kobieta mogłam zostać co najwyżej głównym mechanikiem. To mi nie wystarczyło. 
Te plany legły więc w gruzach.


Marzenie #3

Jako piętnastolatka chciałam pracować z narkomanami. Dziwne marzenie, co nie? Jako siedemnastolatka zdołałam je spełnić, a jako osiemnastolatka posiadałam już własną organizację pozarządową, kilkunastu wykwalifikowanych pracowników - dużo starszych ode mnie - prowadziłam szkolenia i konferencje. Trzeba przyznać, że byłam w tym dobra, a studia stały się już tylko tłem do tego, w czym pracowałam na co dzień. 

Jednak spełnianie marzeń ma ten minus, że gdy spełnisz jedno, zaczynasz gonić za drugim... 

Wydawało mi się, że moje plany już się skończyły. Organizacje pozarządowe, szkolenia, konferencje, książka - to, co chciałam zrobić do trzydziestki, zrobiłam przed skończeniem dwudziestego roku życia. Potem niejako utknęłam w martwym punkcie, no bo... co dalej?



Marzenie #4

Z aparatem było jak z pisaniem - gdzieś tam zawsze był, ale nigdy nie był "brany na poważnie". Odkrywszy jednak, że na pisaniu można zarabiać - a musicie wiedzieć, że w tamtym okresie pracowałam jako pełnoetatowy copywriter - nagle znalazłam więcej czasu dla siebie, bo nie musiałam szukać innego źródła utrzymania. Robiłam to, co umiałam najlepiej i co jednocześnie lubiłam. Mając tyle dodatkowego czasu, zaczęłam zgłębiać nie tylko fotografię, ale też - a może przede wszystkim - postprodukcję zdjęć.

Okazało się, że moje artystyczne wychowanie, dzięki któremu już jako dzieciak posiadłam umiejętność analizowania światła i barwy, rysowania i pracy z perspektywą, stało się kluczowe w nauce postprodukcji. Szło mi dużo szybciej, niż moim kolegom, i to nie dlatego, że byłam wybitnie zdolna - po prostu miałam już podstawy, dzięki którym mogłam ruszyć dalej i zgłębiać zaawansowane techniki, podczas gdy oni zatrzymywali się na podstawach. Wtedy też zdałam sobie sprawę, że to artystyczne wychowanie zawsze mi towarzyszyło: i choć po drodze zgłębiałam różne tematy, tak i tak na powrót wracałam do tworzenia. Nie tylko tekstów, ale do tworzenia w ogóle.


Nie miałam dużego problemu z odnalezieniem w fotografii siebie - doświadczenia zdobyte w innych dziedzinach pozwalały mi na zupełnie inne przedstawianie obrazu. Pociągała mnie mroczniejsza strona ludzkiej natury. Szybko też okazało się, że to, co kręci mnie najbardziej, jest jednocześnie w Polsce najmniej popularne. O czym mowa? O fotografii konceptualnej. Ten odłam fotografii, w której autor ukazuje, w jaki sposób postrzega świat - a nie, jaki jest on w oczach innych ludzi. Tu liczy się przede wszystkim wizja.


Po trzech miesiącach od mojego fotograficznego początku zgłosił się do mnie pierwszy redaktor zagranicznego magazynu - wówczas jeszcze tylko magazynu internetowego - który pytał o zgodę na publikację jednego z moich zdjęć. Potem poszło już samo. Dostawałam coraz więcej wiadomości od ludzi z całego świata, którzy pisali tylko po to, by powiedzieć mi, że moje prace są inne, że ich inspirują. Nie wiem, czy jest coś bardziej wartościowego dla artysty, aniżeli usłyszeć, że jest czyjąś inspiracją... To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to właśnie jest moja droga.

Dziś nie tylko publikuję w magazynach fotograficznych na całym świecie, ale także uczę innych - młodych adeptów fotografii staram się przekonać, by wkładali w swoje prace cząstkę siebie: tak, aby ich prace były nie tylko ładne dla oka, ale przede wszystkim wyrażały ich samych. Mam nadzieję zarażać innych swoją pasją do postprodukcji - pasją, która towarzyszy mi nieprzerwanie od lat, którą wciąż odkrywam na nowo. To z tego powodu ruszyłam nowy projekt - Sztuka Retuszu - poprzez który dzielę się nie tylko swoją wiedzą, ale też staram się pomagać tym, którzy nie są do końca przekonani do postprodukcji zdjęć.


Moja droga pokazuje, że wszystko, co nas otacza, w czym bierzemy udział, może dać nam dalszą inspirację. Każde doświadczenie - nieważne, czy przyjemne czy przykre - daje nam nowe, świeże spojrzenie, które to - jeśli tylko na to pozwolimy - może rozwinąć się w coś zupełnie niespodziewanego.

I tego właśnie Wam życzę - żeby każde zdobyte doświadczenie uczyło Was czegoś wartościowego.



Jestem Sit i jestem fotograficzką. Moje prace możecie znaleźć na fanpage'u Sit Zone Art. Jeśli zaś interesuje Was fotografia lub postprodukcja zdjęć, nie wahajcie się zajrzeć na stronę projektu Sztuka Retuszu lub na fanpage projektu.

__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Sit, a jej fantastyczna i urocza historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE

UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń, to koniecznie do mnie napiszcie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie 😊

Mój mail: kontaktmarheri@gmail.com

  • Podziel się:

To może Cię zainteresować

0 komentarze