poniedziałek, 13 marca 2017

Było sobie marzenie #6



Gdy wpadł mi do głowy pomysł na blogowy cykl "Było sobie marzenie", całkowicie nie byłam gotowa na taką ilość inspirujących historii! Dzisiejsza czarująca i pogodna opowieść Joanny jest już szóstym spełnionym marzeniem!

__________________________________________________________________________________________________________________________

O pewnym marzeniu małej dziewczynki…

Od zawsze miałam wyjątkową wrażliwość, której otoczenie nie mogło zrozumieć. Moje dzieciństwo upłynęło w czasach, kiedy emocje dzieci nie były jakoś szczególnie brane pod uwagę. A ja pamiętam, że miałam pewne marzenie, którego nie potrafiłam zwerbalizować. Czułam, ale nie potrafiłam nazwać.

Jak trochę podrosłam to kolejną rzeczą, którą pamiętam jest to, że lubiłam spędzać czas z młodszymi dziećmi – wszyscy to zauważali i komentowali. To było według nich coś wyjątkowego, choć dla mnie zupełnie naturalnego. Uwielbiałam się z nimi bawić, ale najbardziej lubiłam im coś tłumaczyć, opiekować się nimi, ale na poziomie emocjonalnym. Dbałam o to, żeby dobrze się czuły. 

Nadszedł czas wyboru studiów 

Później przyszło liceum, nauka i na kilka lat właściwie zapomniałam o mojej „pasji”. Nie było czasu, żeby o tym myśleć. Ważna była nauka, no i koledzy 😉Z tego okresu doskonale zapadła mi w pamięć rozmowa z moimi rodzicami, gdy byłam w klasie maturalnej i nadszedł czas wyboru studiów. Miałam w sobie absolutną pewność, że chciałabym studiować psychologię. 

Niestety ku mojej rozpaczy ten kierunek studiów nie spotkał się z aprobatą moich rodziców. To był czas przemian w Polsce więc oni chcieli, żebym miała w ręku „porządny” fach. Taki, który przyniesie mi w życiu pewne pieniądze i zatrudnienie. Dlatego zamiast na psychologię poszłam do Kolegium Języka Angielskiego, a następnie na anglistykę. 

A później do pracy 

Przez 10 lat pracowałam jako nauczyciel angielskiego – uczyłam innych nazywać świat w obcym języku, opowiadać o emocjach, komunikować się. Wydawać się mogło, że to był TEN kierunek. Jednak w pewnym momencie czegoś zaczęło mi brakować. Szukałam odmiany. 

Trafiłam do korporacji – szybkie tempo, naglące terminy, ważne spotkania… Byłam asystentką Dyrektora w banku, zajmowałam się konsultingiem, sprzedażą usług, otwierałam oddziały firmy w innych krajach. Skrycie marzyłam o innej pracy i zamieszkaniu w otoczeniu przyrody i spokojnym, wiejskim życiu, ale codzienność wydawała się nie do przeskoczenia. Zresztą – nawet nie miałam czasu o tym pomyśleć!

Nadeszło macierzyństwo 

Gdy pojawiło się pierwsze dziecko, zatrzymałam się. Odkryłam, czym jest spokój, harmonia, tu i teraz. Nie wróciłam już do korporacji, całkowicie oddałam się wychowaniu maluszka. 

Kiedy urodziła się moja córka, sama potrzebowałam wsparcia jako mama - czułam się przytłoczona, zagubiona. Wtedy zanurzyłam się w obszar rozwoju osobistego, korzystałam z pomocy coachów i różnych nauczycieli.


Moje marzenie odzywa się ponownie

Po tym doświadczeniu stwierdziłam, że ja też tak chcę. Że ja też chcę tak pomagać. Już nie ucząc angielskiego, tylko innych jakości. To była taka pewność, jakiej nawet teraz nie potrafię opisać słowami. Taki znany wcześniej podszept duszy, który mówił – idź tą drogą. 

Tylko że myślałam, że przecież oprócz uczenia angielskiego, ja nic więcej nie potrafię. Że przecież oprócz tego jestem tylko mamą. I wtedy mnie olśniło, że jaką TYLKO MAMĄ! ?! Przecież ja byłam AŻ MAMĄ. Uświadomiłam sobie wtedy, jaką ilość książek o wychowaniu przeczytałam, w ilu warsztatach wzięłam udział, ile mam wiedzy z moich studiów pedagogicznych. I że moje dzieci codziennie dostarczają mi nowych lekcji. 

Moje marzenie się spełnia 

I wtedy zrozumiałam jak ogromną mam wiedzę i doświadczenie. I stwierdziłam, że to będzie ten kierunek, w którym będę chciała iść. Rzuciłam uczenie (choć wszyscy łapali się za głowę!) no i poszłam. Ukończyłam Szkołę Trenerów i Coachów Umiejętności Wychowawczych w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Zostałam też trenerką metody Ok, tak może być! ©, pomagającej uporać się z trudnymi emocjami. Jestem coachem i trenerem. 

Teraz ja też wspieram inne mamy w ich trudnościach wychowawczych i życiowych. Prowadzę warsztaty i sesje coachingowe. Mam radość z tego co robię. Jestem z siebie dumna. Robię ważne rzeczy - dla mnie, dla mam, dla ich dzieci. Czuję spełnienie i poczucie sensu. Czuję, że dopiero teraz robię to, o czym tak naprawdę marzyłam od zawsze. A na dodatek, dziś mieszkam z dwójką dzieci, mężem i psem w domku pod Warszawą.


Czego mnie ta droga nauczyła ? Jakimi słowami mogłabym Was zainspirować? 

Nie ignoruj „podszeptów duszy”. 

Nigdy nie dewaluuj tego kim jesteś i co umiesz. 

Korzystaj z pomocy, kiedy potrzebujesz. 

Jak szukasz tego, co chciałabyś w życiu robić, to sprawdź ze sobą, co daje Ci najwięcej radości, spełnienia i sensu. 

Sprawdź, czy możesz to zamienić w zawód.

A potem rób, to co kochasz, choćbyś się bała.

A jak upadniesz, to wstań, popraw koronę i … idź dalej.


Nazywam się Joanna Kokoszkiewicz

Jestem mamą, a także pedagogiem oraz coachem i trenerem umiejętności wychowawczych. Moją misją jest pomaganie innym mamom w rozwiązywaniu trudności wychowawczych, dlatego prowadzę stacjonarne warsztaty dla rodziców oraz coaching rodzicielski, również przez Skype. Jako trener metody „Ok, może tak być!” prowadzę indywidualne spotkania, na których pomagam mamom uwolnić się od bolesnych myśli, emocji i lęków. Piszę też bloga, na którym dzielę się moją wiedzą i doświadczeniem. 

A w sieci można mnie znaleźć tu: 

__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Joanna Kokoszkiewicz, a jej czarująca i pogodna historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE

UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń, to koniecznie do mnie napiszcie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie 😊

Mój mail: kontaktmarheri@gmail.com

Brak komentarzy: