poniedziałek, 6 marca 2017

Było sobie marzenie #5



Od głupiej żaby do poetki


Podążanie za głosem serca nie jest łatwe. W dodatku brzmi kiczowato. Jak wszystko, co ważne, bo nauczyłam się, że jeśli coś wygląda łatwo i przyjemnie, to zwykle jest najważniejsze i zarazem najtrudniejsze do zrobienia. Może albo zniszczyć, albo uleczyć, a co gorsze – wybór należy do mnie. Zatem wybrałam. Życie u boku pasji. Spełnienie marzenia, które rodziło się tak głęboko, że potrzeba było lat, aby je rozpoznać i zrealizować.

Pasja przyszła do mnie bardzo wcześnie. Mam na myśli moją największą pasję, którą jest poezja i w ogóle pisanie. Z perspektywy czasu dostrzegam, że od najmłodszych lat układało się to w piękną całość. A sedno tkwi w tym, że właśnie podążałam za głosem serca.

Pierwsze kroki – po omacku


Jako kilkuletnia dziewczynka uwielbiałam układać słowa do wymyślanych przeze mnie melodii. Oczywiście śpiewałam też piosenki, których nauczyłam się w przedszkolu, ale bardziej interesowało mnie tworzenie własnych. Niezapomnianym hitem był „utwór” pod tytułem „Głupia żaba”, który do dzisiaj mam nagrany na kasecie magnetofonowej. W podstawówce nauczyłam się pisać wypracowania. Im więcej miałam ich na swoim koncie, tym łatwiej przychodziło mi pisanie. Chętnie też interpretowałam wiersze innych autorów. Ciągnęło mnie w stronę twórczego pisania i rozpracowywania tekstów na czynniki pierwsze.

Jako dwunastolatka napisałam swój pierwszy wiersz i zaraz po nim – drugi. Nic specjalnego, rymowanki o kwiatkach i jesiennych liściach. Jednak było to coś mojego, chociaż wtedy nie przywiązywałam do tego wagi. Tak po prostu, gdzieś z tyłu zeszytu, sobie „naskrobałam”. I porzuciłam pisanie na kilka lat. 


Już wiem, że poezja – i co dalej


Na poważnie wróciłam do wierszy w szkole średniej. Wtedy też napisałam swój pierwszy tekst do piosenki oraz opowiadanie. Z czasem pojawiła się myśli o zebraniu wszystkich tekstów w całość. Marzenie o wydaniu pierwszego tomiku wydawało się mało realnym do spełnienia. Jak ja – młodziutka wtedy dziewczyna, amatorka, praktycznie zamknięta w czterech ścianach – mogłabym wydać książkę z poezją? W dodatku z moją poezją. Ja, która czułam zawstydzenie, kiedy ktoś nazywał mnie poetką. Postanowiłam jednak podsycać w sobie to pragnienie i działać.

Brałam udział w warsztatach poetyckich prowadzonych przez tarnogórskiego poetę Andrzeja Kanclerza. Nie mogłam przemieścić się do Domu Kultury, więc Pan Andrzej zabierał całą grupę i warsztaty odbywały się w moim pokoju. Moje teksty prezentowane były też na wieczorach i biesiadach poetyckich przy akompaniamencie muzycznym. Doskonale pamiętam czasy, kiedy podczas jednego z takich spotkań mój brat śpiewał wiersz pt. „Dżdżownica”. Z jednej strony „siedziałam sobie w kącie pokoju”, ale z drugiej – podpatrywałam, jak to robią inni poeci, poznawałam wspaniałe osoby, podsyłałam wiersze, pytałam. 


Zaczynam publikować


W końcu w 2005 roku wydałam swój pierwszy tomik pod tytułem „Coma”, zawierający wiersze z okresu mniej więcej 3 lat, wydany niewielkim nakładem. Tak, żebym mogła podarować ważnym dla mnie osobom i tym, którzy chcieli przeczytać. Jeśli jest wydanie, to i musi być wieczór autorski. Zorganizowali go przyjaciele. Przynieśli świeczki, gitarę i po kolei czytali wiersze z książki. To był wieczorek amatorski, spontaniczny i przepełniony najprawdziwszymi emocjami. Takie są zawsze najcenniejsze. 

Po trzech latach ukazał się drugi tomik „Między źrenicami”. Tym razem nakład był znacznie większy, a wieczór autorski, przy wsparciu Pana Mieczysława Dumieńskiego, przeszedł moje oczekiwania. Wypełniona po brzegi główna sala Domu Kultury. Prowadzenie przez Ewelinę Taul. Oprawa muzyczna – irlandzka muzyka zespołu Donegal. Autorzy tekstów zwykle osobiście je prezentują, czytają, opowiadają o nich. Mój głos na to nie pozwalał. Podążyłam więc za śmiałym pomysłem i zapytałam wspaniałą polską aktorkę, której jestem fanką, czy przeczyta wiersze w moim imieniu. Pani Anna Dymna zgodziła się bez wahania. Gościłam Ją na moim wieczorze poetyckim. Słuchałam, jak czyta wiersze napisane przeze mnie. Czułam, jak z onieśmielonej dziewczyny wykluwa się autorka, która potrafi docenić siebie oraz to, co tworzy.


Po kilku kolejnych latach ukazał się trzeci tomik „Oni”, zawierający wiersze - rozmowy między kobietami i mężczyznami. Dialogi par zakochanych, par spotykających się ponownie po wielu latach oraz par, które natknęły się na siebie po raz pierwszy. Ponownie zaprosiłam Annę Dymną, a do duetu – aktora i artystę kabaretowego Krzysztofa Respondka, który zaśpiewał też kilka piosenek ze swojej płyty. Pięknie zaaranżowane wiersze – dialogi dopełniły napisane przeze mnie piosenki, skomponowane i zaśpiewane przez Marię Druch z zespołem. Mam wrażenie, że ten wieczór był drogowskazem na moją dalszą drogę.


Spełniam się


Spełnienie mojego marzenia o wydaniu jednego tomiku zrealizowało się w wymiarze, o jakim wcześniej nawet nie śniłam. Co więcej, ono się nadal realizuje. Dlatego, że dotyczy tego, co kocham robić. Dlatego, że wciąż piszę. Dlatego, że wciąż wydaję. Wkrótce ukaże się mój czwarty tomik pt. „Obecna”. Piękne i oryginalne ilustracje do moich książek wykonywane są przez australijskiego malarza Kazimierza Kolibę i tworzą z wierszami wyjątkową całość.

Poezja jest integralną częścią mnie. To moja pasja, bez której czułabym się niepełna. Ne piszę regularnie. Kieruję się natchnieniem, wewnętrzną potrzebą. Wiersz jest czymś, co po prostu w danej chwili ze mnie wypływa. Nie potrafię i nie chcę tego zatrzymać.

Kiedy ukazują się moje tomiki, za każdym razem jest to dla mnie przełomowy moment. Namacalnie przekonuję się, że mam grupę czytelników, którzy nie tylko lubią czytać moje wiersze, ale też odnajdują w nich coś dla siebie. To cudowne uczucie wiedzieć, że moja poezja jest odbierana w taki sposób i że są osoby, które czekają na kolejne wiersze.


Odnajduję pasję w innej postaci


Pisanie, tworzenie realizuję także w prowadzeniu bloga Pompka Pompuje, na którym piszę o spełnianiu marzeń i przełamywaniu mentalnych barier, a także w publikowaniu artykułów na łamach prasy. Przygotowuję też kurs online o tym, jak pozostać sobą i rozwinąć skrzydła. W ten sposób mam poczucie, że realizuję siebie wielowymiarowo, trzymając się ważnych dla mnie wartości. A najciekawsze jest to, że co jakiś czas odkrywam w sobie nowe pokłady – odnogi mojej pasji, które z pozostałymi tworzą spójną całość.

Dzięki temu, że zaglądałam w głąb siebie i podążałam za głosem serca, nie zatraciłam pierwszych symptomów mojej pasji z dzieciństwa. Nie tylko potrafiłam je dostrzec, lecz również – kiedy do mnie wróciły – nie odepchnęłam ich. Rozwijałam się w tym kierunku, który z biegiem lat ewoluował i dojrzewał razem ze mną. W efekcie jestem świadoma i stabilna w przekonaniu, kim jestem i w tym, co robię. Moją pasję mogę łączyć z innymi dziedzinami, które mnie fascynują. Mam poczucie, że naprawdę się spełniam i jestem szczera w stosunku do samej siebie. Nie tylko znam swoją drogę, ale nią podążam – spełniłam swoje marzenie.


Justyna Kędzia. Marketingowiec i poetka w jednej osobie. Inspiruje, motywuje i pomaga ludziom przełamywać mentalne bariery w codziennym życiu. Porusza się na wózku i oddycha przy pomocy respiratora. Nie przeszkadza jej to jednak w spełnianiu swoich marzeń, ponieważ uważa, że bariery są przede wszystkim w naszych głowach. Prowadzi bloga Pompka Pompuje, którego przewodnie hasło brzmi: „Chcesz spełniać swoje marzenia? Złap mnie za rękę!"
__________________________________________________________________________________________________________________________

Autorką wpisu jest Justyna Kędzia, a jej zachwycająca i wyjątkowa historia należy do blogowego cyklu BYŁO SOBIE MARZENIE. Jeśli masz ochotę podzielić się swoją opowieścią o spełnianiu marzeń na moim blogu Marheri Crafts - koniecznie daj znać! 😊

Brak komentarzy: