Nie doroślej! To pułapka

11/02/2016



"Kiedy dziecko zaczyna wymawiać pierwsze słowa, zatrzymuje się i woła "hau-hau" za każdym razem, gdy zobaczy psa. Często widzimy, jak malec radośnie podskakuje w wózku i wymachując rączkami krzyczy: "Hau, hau! Hau, hau!". Nas, którzy mamy już trochę lat na karku, drażni być może taki zapał, "Tak, tak, to hau-hau - mówimy tonem ludzi znających życie - ale siedź spokojnie, bo inaczej wypadniesz z wózka". Nie podzielamy zachwytów dziecka. Widzieliśmy już sporo psów.
Być może taki szalony, radosny popis odbędzie się kilkaset razy, zanim dziecko zdoła przejść obok psa nie tracąc głowy z radości. Albo obok słonia czy hipopotama. Jednak na długo przedtem, nim dziecko nauczy się myśleć filozoficznie - świat staje się czymś zwyczajnym."
To cytat z mojej ukochanej książki "Świat Zofii", napisanej przez Jostein Gaarder. Czytałam ją po raz pierwszy będąc nastolatką, ale od kiedy zostałam mamą, wciąż zadziwia mnie fakt geniuszu tej powieści! Muszę przyznać, że towarzyszeniu dziecku w poznawaniu świata jest fascynującą podróżą - dla każdego rodzica taką samą, a właściwie zupełnie odmienną. A dziś mija dokładnie 303 wspólnie spędzonych dni z moim synkiem! Znamy się już całkiem dobrze, ale świat dla Bąbla jest jeszcze miejscem pełnym sekretów, magicznych sztuczek i piękna, które dla nas dorosłych jest zbyt często niedostrzegalne i niewidoczne... Mój mały syn, choć jeszcze nie mówi (poza słodkim "ma-ma" czy "da-da-da") - gdyby tylko potrafił, na pewno wspomniałby o tym, że świat jest dziwnym i pięknym miejscem. Ale bez znaczenia są ludzkie słowa wobec emocji, które wyczytuję z jego pulchnej buzi. Jest zachwycony promieniami słońca przedzierającymi się przez szumiące liście. Uwielbia zapach kwiatów, śmieje się do drzew. Jest zachwycony śpiewem ptaków, może godzinami wpatrywać się w słoneczne refleksy odbijane w wodzie. Właściwie to mogłabym tak wymieniać bez końca...

Czeka nas jeszcze wiele wspólnych odkryć i jestem szczęśliwa, że towarzyszę w tej podróży. Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby mój mały chłopiec nigdy nie stracił tej cennej umiejętności postrzegania świata, jako swoistego rodzaju magii. Bo ten cenny, dziecięcy dar jest nam wszystkim podarowany, ale niestety zbyt często sami z niego rezygnujemy. Uważam, że to jedna z najsmutniejszych rzeczy jaka w życiu dorosłego człowieka może się przydarzyć... Owszem - dorosłość to niekończący się kierat obowiązków, pracy, nierozwiązywalnych problemów, które każdy z nas ma. Ale postrzegając świat oczami dziecka okaże się, że żyjemy niepotrzebnie w biegu i nie dostrzegamy tego co ważne. Wiem - brzmi tak bardzo banalnie... Wybaczcie, ale mój "tryb filozofa" od czasu przeprowadzki z miasta do brzoskwiniowego domu, z ogrodem w postaci pięknego lasu, który widzę każdego dnia z okien - jest cały czas w pozycji "on". Tutaj dni upływają mi na macierzyńskich obowiązkach i jestem totalnie oderwana od zwykłej, pędzącej rzeczywistości wielu z nas. Traktuję ten czas jako dar, bo spojrzałam na życie z innej perspektywy. Ostatnie miesiące, choć tak bardzo aktywne, były również pełne spokoju, wyciszenia i zwyczajnej radości.

Drogi Czytelniku - chcę Ciebie teraz zaprosić do mojego/naszego świata. To miejsce, w którym wszystko jest możliwe - pełne zachwytu i zdumienia nad cudem bycia! Życzę Tobie, abyś również odnalazł swoje własne zaklęcie na wprowadzenie odrobiny magii w swoim życiu!

  • Podziel się:

To może Cię zainteresować

0 komentarze