czwartek, 25 sierpnia 2016

Pobyt z dzieckiem w szpitalu



Ostatnie dni są tak pełne domowego spokoju i wyciszenia, że obydwoje z Bąblem jesteśmy zdezorientowani taką sytuacją. Bez szalonych wypraw, jakoś tak zwyczajnie się zrobiło... Ale dzięki temu ten nasz mały Grzdyl ma czas na rozwinięcie swoich umiejętności pełzania po podłodze, co zmusiło mnie do codziennego obowiązku mycia podłóg (bo oczywiście wcześniej nie byłam tak nadgorliwa...). Ale cóż, przecież w przyszłym tygodniu skończy 8 miesięcy, więc muszę się oswajać z myślą, że już nie usiedzi w jednym miejscu...


I tak, w zaciszu brzoskwiniowego domu, gdy pod nogami mam pełzającego, małego chłopca, ogarnęła mnie fala wspomnień, gdy był jeszcze taką malutką i chudziutką (teraz mu coraz bliżej do ludzika Michelin) żabą, która tylko na przemian, spała i jadła. Przypomniałam sobie nasz lutowy epizod szpitalny, który miał miejsce jeszcze przed założeniem bloga (Bąbel miał wtedy 2 miesiące). Nasz synek trafił do szpitala, w którym spędziliśmy tydzień czasu. Była to "wizyta" typowo diagnostyczna, pełna badań, kroplówek i nerwów. Mimo to byliśmy obydwoje z mężem spokojni, że ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie. I tak rzeczywiście było, ale mimo to wiemy, że pobyt z maluchem w szpitalu jest wielkim przeżyciem zarówno dla dziecka, jak i rodziców!

Bo szpitalne życie nie jest łatwe. Trzeba się w krótkim czasie dostosować  do reguł tam panujących. Każdy rodzic czuje na początku zagubienie i zdenerwowanie, ale warto pamiętać, że nasz maluch potrzebuje spokoju i tej odrobiny normalności. I właśnie dlatego tak ważna jest obecność rodzica przy maluszku. Nikt tak delikatnie nie przewinie malucha, nie utuli do snu czy nie obetrze łez jak mama czy tata. A wszystko to daje ogromne poczucie bezpieczeństwa! Obowiązkowo trzeba mieć ze sobą ukochanego misia, poduszkę czy kocyk. W większości szpitali nie ma trudności z przebywaniem z dzieckiem na oddziale w ciągu dnia, ale już w nocy bywa bardzo różnie. Są szpitale w których można być przy malcu całą dobą, ale nie ma szans na położenie się - w nocy pozostaje nam krzesło, fotel, a w najlepszym wypadku rozkładany leżak... Czasem do dyspozycji rodziców są łóżka lub nawet pokoje rodzinne, jednak trzeba za nie zapłacić. 

Rodzice dzieci, które przebywają na oddziale mogą zostać naszymi sprzymierzeńcami. Od tych, których maluchy są dłużej na oddziale można dowiedzieć się wiele o zwyczajach panujących w szpitalu. Jako, że byłam z najmłodszym dzieckiem na całym oddziale (najstarszy pacjent miał 17 lat) dowiedziałam się od innych, bardziej doświadczonych mam wielu fajnych macierzyńskich tricków. Jeśli chodzi o lekarzy i pielęgniarki są momenty, że bywają bardzo trudni w kontakcie... Nie zawsze można od razu uzyskać od lekarza wszystkie informacje, a pielęgniarki bywają szorstkie, a nawet niemiłe. Ale to tylko drobne momenty, bo pracujący na oddziale dziecięcym personel jest zdecydowanie pełen empatii i bardzo pomocny. Czasem miałam wrażenie, że rodzice byli po prostu zbyt napastliwi, sale szpitalne zbyt ciasne, a ilość obowiązków na głowie pielęgniarek podczas jednej zmiany przechodziła ludzkie pojęcie... Okazją do wyjaśnienia wątpliwości najlepszy jest obchód lekarski: nie wahajcie się wtedy zadać pytania.

Choć przebywając na oddziale ze swoim maluchem, człowiek jest zestresowany i przemęczony, należy pamiętać, że szpital to miejsce w którym trzeba zachować szczególną ostrożność. Bardzo ważne jest częste mycie rąk, najlepiej używając preparatów do dezynfekcji (powinny być dostępne w szpitalnych salach). Przed wejściem na oddział warto zmienić obuwie lub założyć ochraniacze, a wierzchnie ubrania należy zostawić w szatni. Ze względu na możliwość zakażenia bakteriami szpitalnymi zabawki, które spadły na podłogę, trzeba dokładnie umyć, a smoczki wyparzyć. 

Pobyt dziecka na oddziale szpitalnym to stres dla całej rodziny. Dla dobra maluszka warto podejść do sprawy racjonalnie i dobrze się przygotować, by stawić czoła trudnej sytuacji. My to przeżyliśmy na własnej skórze i choć były trudne momenty, teraz to już mgliste wspomnienie. Mam nadzieję, że nie będziecie musieli korzystać z moich doświadczeń... A wszystkich rodziców, których poznaliśmy na oddziale uważam za super bohaterów! I mojego męża też, bo towarzyszył naszemu Szkrabowi w szpitalu na nocnych zmianach, mając do dyspozycji jedynie krzesło... Jakkolwiek było, minęło, a nasz Bąbel jest zdrowym chłopcem i nawet nie wie jeszcze co to katar!

Brak komentarzy: