piątek, 1 lipca 2016

Mniej znaczy więcej



Czy nie odnosicie czasem wrażenia, że wszystkiego wokół nas jest za dużo? A czy znacie takie powiedzenie: "mniej znaczy więcej"? Minimalizm jest fajnym narzędziem, który pomaga nam uprościć swoje życie oraz uporządkować pewne kwestie. Pozwala żyć na własnych warunkach. Natomiast bardzo często ten styl życia jest przedstawiany jako prowadzący do nadmiernych ograniczeń i zakazów czy też jako życiowa asceza, a utożsamia się go raczej z licznymi wyrzeczeniami, które musimy wprowadzić w swoje życie. Dla mnie minimalista to człowiek, który ma zdrowy stosunek do rzeczy i widzi w nich tylko użyteczne narzędzia, a nie cel sam w sobie. Moim zdaniem warto nauczyć się dystansu do rzeczy, cieszyć się z nich, kiedy ich potrzebujemy, ale też bez żalu się z nimi żegnać kiedy przestają być dla nas użyteczne.  

Nadmiar w naszym życiu nie musi dotyczyć jedynie rzeczy, a również spraw czy ludzi wokół siebie. Nie jest wcale dla nas korzystny, a jedynie zapełnia jakąś wewnętrzną pustkę. Porządkowanie w głowie, w myślach czy w emocjach może nam pomóc poradzić sobie z pesymistycznym czy wręcz depresyjnym nastawieniem do świata. Uważajmy abyśmy nie stali się własnością rzeczy, które kiedyś były naszą własnością. Od przedmiotów również możemy się uzależnić, tym samym nabywać te przedmioty nieświadomie czy wręcz nawykowo. 

Minimalizm nie jest jednoznaczny z ascetyzmem czy też pozbywaniem się wszystkiego, warto zachować zdrowy rozsądek i umiar. To przede wszystkim zrozumienie tego, że jesteśmy tym co zjemy, zobaczymy, poczujemy, doświadczymy. Posiadanie doświadczeń jest o wiele bogatsze niż posiadanie rzeczy. Mniej znaczy więcej, bo bez przymusu posiadania zyskujemy wolność i czas. Należy sobie zdać sprawę, że minimalizm nie jest uniwersalnym przepisem na szczęście. Ten styl życia jest kwestią indywidualną i u każdego może przyjąć zupełnie inna formę. Można przecież posiadać dużo rzeczy i nadal być minimalistą, pod warunkiem, że ich posiadanie będzie po prostu potrzebne.

No cóż, mniej więcej od roku próbuję wdrożyć te zasady w swoje życie. I możecie uwierzyć lub nie - nie jest to łatwe zadanie! Na pewno nigdy nie zostanę typem nomada, który swój cały dobytek może spakować do plecaka i ruszyć w świat. No i będąc matką, pomimo mojego braku zachwytu nad dziecięcymi gadżetami, obrastam każdego dnia w kolejne rzeczy... Ba! Podczas urządzania Bąbelkowego pokoju na pewno nie myślę o prostocie... No i dom, którego nie wyobrażam sobie bez jakichkolwiek dekoracji... I gdzie tu sens? Przede wszystkim zmieniło się moje podejście do posiadanych rzeczy. Zakupy traktuję bardziej jako zło konieczne. Zrobiłam wielki, domowy remanent i okazało się, że mogę obyć się bez naprawdę wielu rzeczy... Mam dzięki temu mniej sprzątania, więcej czasu i miejsca, a przede wszystkim więcej przyjemności z życia! A Wy, jesteście gotowi na rezygnację z posiadania? :)

Brak komentarzy: